Oto, co myśli w tym samym dialogu o miłości Lukian:

Teomnestes (bogobojny): „Nie wystarczy oglądać piękno, gdy się je kocha. Oglądanie jest tylko pierwszym stopniem rozkoszy i rozbudza nasze żądze. Gdy się je oglądało, chciałoby się zbliżyć ku niemu i dotknąć je”...

i, oczywista, zapłodnić i natchnąć do twórczości. Ani filopajdia, ani intelektualizm, oparty jedynie na dialektyce, nie są do tego zdolne.

Filozofia grecka i filopajdia są dziećmi tego samego ducha: wybujałego intelektualizmu. Idealizując filopajdię, filozofowie greccy oddają cześć jałowym tworom myśli abstrakcyjnej, która zerwała związek z całością życia i nie potrafi go więcej natchnąć do twórczości.

Sokrates był pierwszym filozofem, który zajmował się etyką. Głosząc cnotę, uważał, że wystarczy wiedzieć, co to jest cnota, aby być cnotliwym. W jego pojęciu ludzie niecnotliwi, źli, zbrodniarze grzeszyli tylko nieświadomością. Uważał, że wystarczy ich uczyć, co to jest cnota, aby ich odwrócić od złej drogi. Była to moralność bez mistycyzmu, bez metafizyki, moralność opierająca się na rozumie i na dialektyce. Jest to intelektualizm, który cechuje filozofię i sfery wykształcone w Grecji od chwili pojawienia się Sokratesa. Nie wyobrażano sobie, jaki wielki zasób woli jest potrzebny, aby oprzeć się pokusom, jakiego wysiłku potrzeba, aby pozostać cnotliwym w znaczeniu chrześcijańskim na przykład.

Oczywista, cnota grecka nie wymagała wielkiego zaparcia się siebie. Cnota w znaczeniu Greka nie miała dla erotyzmu ani płaszcza wstydliwości, ani liścia figowego, a o zwalczaniu i o bezwzględnym potępianiu pokus cielesnych w ogóle nie było mowy. Aby być cnotliwym w znaczeniu helleńskim wystarczyło utrzymywać równowagę między życiem zmysłowym a życiem duchowym. Ideał grecki był kalos kagatos — piękny i dobry. Kaznodziejami cnoty nie byli kapłani, ale filozofowie, którzy nauczali — cnoty i szczęścia równocześnie. Filozofowie stoicyzmu czy też epikureizmu, bez różnicy, uczyli rozumieć (w rozumie: mieć) cnotę, a niekoniecznie iść za nią.

Starożytny patriarchalizm powoli zanika. Starożytny świat staje się kosmopolityczny. Kosmopolityczne stają się też jego centra, Rzym i Aleksandria. Życie staje się coraz więcej wyrafinowane, a pokusy coraz większe. Wiedza radosna (Fröhliche Wissenschaft)42 nie wystarcza więcej. Powoli zrozumiano, że filozofia a życie cnotliwe — są to dwie rzeczy różne. Z rezygnacją mówiono: „Meliora video, peiora sequor” — widzę dobrze, co jest lepsze, ale idę za gorszym. Z czasem nauczyciele cnoty stali się zwyczajnymi nauczycielami dialektyki i sofistami bez wstydu — a liczba ich była legion. Mimo to cnota — powiedzmy: moralność —- nie miała się lepiej. Stary świat ma wreszcie dosyć tej dialektyki i filozofii, z którą nie wiadomo co zrobić w życiu.

Plutarch w poszukiwaniu syntezy

Sokrates: Czy dusza najbardziej świadoma nie jest najbardziej sprawiedliwą, a dusza najmniej świadoma najniesprawiedliwszą?

Hippiasz: Tak jest.