Kryzys małżeński w tych czasach?
W istocie, kryzys małżeński nie jest cechą ostatniej doby, ale można go zauważyć we wszystkich czasach.
Małżeństwo jako problem nie istnieje na ogół wśród ludzi prostych, na przykład żyjących z dala od wielkich aglomeracji miejskich, w środowiskach, gdzie zróżnicowanie, wynikające z cywilizacji i postępów kultury, ma dostęp bardzo powolny i udziela się jakby kroplami. W tym środowisku mąż rozkazuje, a żona słucha. U pewnych narodów żona jeszcze dzisiaj mówi o mężu jako o swoim szefie (w Belgii: baes). Jeżeli w takim stadle63 wynikają trudności, powiada się, że mąż jest zły, a częściej, że żona jest zła, ale nie mówi się o kryzysie ani nie traktuje się tego jako problemu. Chłop radzi sobie, jak może: kijem, dobrymi słowami, albo też znosi piekło, ale nie żąda rozwodu.
Kryzys zaczyna się dopiero z podniesieniem poziomu umysłowego kobiety, z chwilą, gdy zjawia się u niej pewien krytycyzm i chęć wyzwolenia się z tyranii męża — objawy wynikające z podniesienia jej poziomu umysłowego. Wtedy to zamiast jednej woli, która rozkazuje, istnieją dwie wole, które się ścierają. Pod tym względem w starożytności nie było inaczej niż dzisiaj. Ilościowo różnica jest jednak olbrzymia.
Liczba kobiet, które słuchają z pokorą rozkazów męża, maleje z dnia na dzień. Nie tylko przez uprzemysłowienie życia, które robi z żony konkurentkę męża i powoli wyrównywa istniejące różnice, ale też z powodu prawodawstwa małżeńskiego, które w wielkich miastach jest koniecznością, a w małych aglomeracjach i wsiach ma rolę agitacyjną. Prawodawstwo wyzwala powoli kobietę spod władzy i opieki męża. W jednym kraju mniej szybko, a w drugim bardziej, ale wszędzie w rytmie postępowym, niedającym się zaprzeczyć.
W krajach sowieckich skok jest olbrzymi. Tam żona i mąż są równi pod względem praw i obowiązków. Tak brzmiąca zasada wygląda na pierwszy rzut oka dość niewinnie. W skutkach jednak jest niesłychanie rewolucyjna i unicestwia prawie tę czcigodną instytucję.
Małżeństwo sowieckie nie daje żadnych praw do wspólności majątku. Żona nie musi przyjąć nazwiska męża, ale oboje godzą się na jedno nazwisko, już to męża, już to żony. Żona nie przyjmuje narodowości męża; nie jest obowiązana pójść za nim, gdy zmienia miejsce pobytu. Zgoda obojga małżonków jest konieczna, gdy chodzi o dobro dziecka, o wybór wiary lub też jego wykształcenia. W razie niezgody rozstrzyga sędzia. Wobec tego, że małżeństwo jest uważane w państwie sowieckim za rodzaj spółki handlowej, jest zrozumiałe, że ma ono charakter czasowy. Prawodawstwo sowieckie ułatwia jednakowo zawarcie małżeństwa i jego rozwiązanie. Dla obu tych aktów, życiowo tak ważnych, nie wymaga się niczego więcej jak zapisania się w rejestr za wspólną zgodą.
Czy to tak radykalne prawo sowieckie pozostanie bez wpływu na prawo małżeńskie innych państw? Jak powiada pewien francuski profesor prawa, kodeks sowiecki nie jest niczym innym jak zalegalizowaniem pojęć o sprawiedliwości w szerokich warstwach robotniczych, które z każdym dniem robią większy wyłom w starym prawodawstwie.
W parlamencie niemieckim niedawno przeszła uchwała dająca możność rozwodu za zgodą obojga małżonków w razie faktycznego rozluźnienia się związku (Zerrütung des Ehelebens). Jest to krok rewolucyjny, ponieważ dotychczas potrzebne było udowodnienie winy jednego.
W Austrii, jakkolwiek jest to kraj wiernie oddany Kościołowi, postanowiono pójść za przykładem Niemiec.