Czy małżeństwo jako takie jest zagrożone? Erotyzm jest niewątpliwie najważniejszą podstawą w współżyciu małżeńskim i rękojmią niejako jego wieczności. Ale czy istotnie można twierdzić, że jest jedyną sprężyną małżeństwa i wyłącznym źródłem konfliktów?

Gdy mężczyzna buduje sobie osadę w dżungli i gdy znajduje się sam wśród lasów i dzikich zwierząt, żona nie służy jedynie do zaspokojenia jego popędów. W samotności ma on potrzebę kogoś, który jest „Ty” obok jego „Ja”. A czy wielkie miasto nie jest dżunglą swego rodzaju? Czy można istotnie powiedzieć „Ty” do tego tysiąca ludzi, który nas otacza, nawet do naszych przyjaciół? W rzeczywistości odległość dzieląca nas od tych wszystkich, których codziennie widzimy i którym rękę podajemy, jest olbrzymia. Kto w życiu stoi sam, jest jakby wśród odwiecznych lodowców. Małżeństwo pomaga wypełnić przepaść między jednym człowiekiem a drugim.

Tylko w zżyciu się ludzi przeciwnych płci jest możliwe przezwyciężenie poczucia osamotnienia. To jest głęboką myślą owego mitu z czasów greckich, o którym wspomina Platon w Sympozjonie68: mężczyzna i kobieta byli pierwotnie jednym ciałem, które następnie zostało przepołowione przez bogów. Przychodząc na świat, każde z tych połów szuka brakującej mu części.

Bywają skłonności cechujące dzieciństwo, na przykład potrzeba pieszczot, śmiech i płacz, nie zawsze uzasadniony, skłonności do ruchów nieokiełznanych i rytmicznych, kapryśność i figlarność, potrzeba osoby współczującej i sądów pobłażliwych. Te skłonności, na pozór tak mało uzasadnione, nie zanikają nigdy! Nikt nie pozbywa się dzieciństwa. Jest ono żywotne w człowieku najpoważniejszym i najstarszym. Jakkolwiek stłumione, czeka dogodnej sposobności wyżycia się. Ale tylko w stosunku miłosnym, względnie małżeńskim człowiek dorosły znajduje atmosferę, w której bezkarnie może być dzieckiem.

Po zaspokojeniu prymitywnych potrzeb życiowych zostaje pewien zasób energii w człowieku, który najchętniej składa, jako całopalenie, osobie kochanej. Owe dary miłosne (Liebesgaben) są istotną potrzebą i źródłem tkliwych uczuć. Są przyczyną raczej niż skutkiem duchowego zbliżenia się obojga płci.

Najsilniej kochają ci, którzy mają najwięcej darów do rozdania, tj. ludzie o wielkim bogactwie wewnętrznym. Miłość poetów i ludzi o wielkim nadmiarze energii ma zawsze coś bohaterskiego i hojnego. (Listy miłosne Napoleona).

Ludzie biedni i małostkowi, których nie stać na dary miłosne, mają tylko mały talent ku miłości.

Silnie kochać nie każdy potrafi, ale miłość, choćby najskromniejsza, jest owym ołtarzem, na którym człowiek najchętniej składa ów nadmiar nagromadzonej energii.

Kto, zaniedbany przez losy, musi zrezygnować z miłości, nie ma innego wyjścia jak rozpraszać talenty ofiarne w formie małostkowych pasji dla rzeczy martwych.

Ów nadmiar energii w człowieku jest podstawą instynktów społecznych i przyczyną, że człowiek po zaspokojeniu swych istotnych potrzeb chętnie składa ofiary i oddaje część nadmiaru dla dobra ogółu. To zjawisko, pozornie tak jasne, nie spotyka się tak często w naturze, jakby się to wydawało.