Postanowił w końcu wstać. Zaczął biec. Ludzie, których mijał, zlewali się w szare tło i nie onieśmielali go tak jak wcześniej. Skupił się na oddechu i na tym, żeby biec. Wiedział tylko tyle, że chce biec, ze nie chce myśleć. W końcu uświadomił sobie i uwierzył, że nikogo nie obchodzi, czemu on biegnie, jest jedną z tysięcy osób w okolicy. Czuł, że dzięki temu może właśnie skupić się sam na sobie i być posłusznym tylko swoim pragnieniom, bo on innych nie obchodzi, ani oni jego. Oni są dla niego szarym rozmazanym tłem, a on dla nich szarym, szybko mijającym mgnieniem. Bieg stał się jego niemalże naturalnym stanem, przecież nie musiał wiedzieć, gdzie biegnie. Kiedy płuca i mięśnie paliły go tak mocno, że nie mógł biec dalej, przystanął i rozglądnął się dookoła. Był pod Wawelem, a na wprost niego leżał starszy, bosy mężczyzna i pilnował dwóch pasących się na trawie kucyków. Widok ten był bezsprzecznie niecodzienny, jednak poczuł, że to jest to, co miał ujrzeć. Położył się w stosownej odległości od staruszka i zasnął.
Spał nie dłużej, niż godzinę. Gdy się obudził, zobaczył, że jesienne słońce, nie zdążyło jeszcze się schować i w swoich ostatnich minutach rzuca ciepłe i kojąco przyjazne promienie. Liście opadały z drzew, krótką chwilę, będąc w powolnym locie, jak gdyby czekały na to całe lato i wiosnę. Pies obsikał śmietnik, po czym ukontentowany odbiegł radośnie. Para nastolatków patrzyła na zachodzące słońce i pewnie myślała, że na filmach te zachody jakoś tak lepiej wypadają. Ptaki zlatywały z gałęzi na gałąź i z powrotem, odnajdując w tym, nie wiadomo czemu, przyjemność. Wszystko to było i było po prostu. Nie zastanawiając się, było szczęśliwe.
Wstał, otrzepał się z trawy i błota i szybko poszedł w stronę Stradomia. Miał silną nadzieję, że nie przewidziało mu się i znajdzie tam sklep z wystrojem wnętrz. Nie mylił się. Pchnął szklane drzwi i znalazł się w środku. Nie było to miejsce z serii tych, gdzie kupują artyści, architekci i tylko ci o niezwykle wyszukanym smaku, z resztą jedyni, którzy są w stanie czuć się komfortowo w pustych pomieszczeniach, tylko ze stołkiem lub łóżkiem na środku. Podszedł do ekspedientki i pośpiesznie zapytał:
— Czy mają może Państwo lampki choinkowe? Możliwie jak najdłuższe.