— Ależ — rzekł Orso z uśmiechem — kiedy miałem przyjemność być waszym towarzyszem stołu, nie byłem nadto zdolny ocenić uroku waszego rzemiosła. Dotąd jeszcze żebra mnie bolą, kiedy sobie przypomnę jazdę, jaką odbyłem pewnej nocy, rzucony w poprzek jak pakunek, oklep na konia, którym powodował przyjaciel Brandolaccio.

— A przyjemność umknięcia pościgu — odparł Castriconi — czy pan to liczysz za nic? W jaki sposób możesz być nieczuły na urok bezwarunkowej swobody w klimacie tak pięknym, jak na naszej wyspie? Z tym mistrzem ceremonii (tu ukazał strzelbę) jest się wszędzie królem, tak daleko, jak kula niesie. Rozkazuje się, naprawia się krzywdy... To bardzo moralna rozrywka, drogi panie, i bardzo miła; toteż nie odmawiamy jej sobie. Czyż może być życie piękniejsze niż błędnego rycerza, kiedy się jest lepiej uzbrojonym i rozsądniejszym od Don Kichota170? Ot, kiedyś, kiedy się dowiedziałem, że wuj małej Lili Luigi, stary kutwa, nie chce jej wyposażyć, napisałem doń, bez pogróżek, to nie jest mój zwyczaj, i ot! w jednej chwili poczciwina zmienił zapatrywania i wydał ją bardzo przyzwoicie za mąż. Ziściłem szczęście dwojga istot. Wierz mi pan, panie Orso, nic nie da się porównać z życiem bandyty. Ba! Przystałby pan może do nas, gdyby nie pewna Angielka, którą widziałem tylko w przelocie, ale o której cała Bastia mówi z podziwem.

— Moja przyszła bratowa nie lubi chaszczów — rzekła Colomba, śmiejąc się — zanadto się najadła strachu.

— Zatem — rzekł Orso — chcecie zostać tutaj? Niech i tak będzie. Powiedzcie mi, czy mogę coś dla was uczynić?

— Nic — rzekł Brandolaccio — jak tylko zachować o nas trochę pamięci. Obsypałeś nas pan darami. Ot, mała Chilina ma posag i aby znaleźć przyzwoitego chłopca, nie będzie potrzebowała, aby przyjaciel Proboszcz pisał listy bez pogróżek. Wiemy, że pański dzierżawca dostarczy nam w potrzebie chleba i prochu: zatem z Panem Bogiem. Mam nadzieję, że któregoś dnia zobaczymy pana na Korsyce.

— W krytycznej chwili — rzekł Orso — parę sztuk złota dobrze robi człowiekowi. Teraz, kiedy jesteśmy starymi znajomymi, nie odmówicie mi tego ładunku, który może wam posłużyć do nabycia innych.

— Żadnych pieniędzy, poruczniku — rzekł Brandolaccio stanowczym tonem.

— Pieniądz wszystko robi na świecie — rzekł Castriconi — ale w chaszczach ceni się tylko dzielne serce i fuzję, która nie chybia.

— Nie chciałbym rozstać się z wami — rzekł Orso — nie zostawiwszy wam jakiej pamiątki. No, cóż mógłbym ci zostawić, Brando?

Bandyta podrapał się w głowę i spoglądając spod oka na fuzję Orsa, wyjąknął: