— Pojutrze — rzekł — jeżeli będziemy mieli ciągle wiatr.
— Chciałabym już znaleźć się w Ajaccio, męczy mnie ten statek.
Podniosła się, ujęła ramię panny służącej i przeszła parę kroków po pomoście. Orso stał nieruchomo koło steru, nie wiedząc, czy jej towarzyszyć w przechadzce, czy też przerwać rozmowę, która zdawała się pannie niemiła.
— Ładna dziewczyna, na krew Madonny! — rzekł majtek. — Gdyby wszystkie pchły w moim łóżku były do niej podobne, nie narzekałbym, że mnie kąsają!
Miss Lidia dosłyszała może tę naiwną pochwałę i uczuła się zgorszona, rychło bowiem zeszła do kajuty. Wkrótce potem Orso udał się również do siebie. Skoro tylko opuścił pokład, panna służąca wróciła jeszcze i podjąwszy szczegółowy wywiad z majtkiem, przyniosła swej pani następujące objaśnienia: ballatę, przerwaną obecnością Orsa, ułożono z przyczyny śmierci pułkownika della Rebbia, ojca porucznika, zamordowanego przed dwoma laty. Majtek nie wątpił, iż Orso wraca na Korsykę, aby dopełnić zemsty, i twierdził, iż niebawem ujrzy „świeże mięso” w wiosce Pietranera. Z wykładu tego narodowego wyrażenia wynikałoby, iż pan Orso zamierza zamordować dwie lub trzy osoby podejrzane o morderstwo, które to osoby, co prawda, były niepokojone przez sądy o ten postępek, ale okazały się białe jak śnieg, zważywszy, iż mają w kieszeni sędziów, adwokatów, prefekta i żandarmów.
— Nie ma sprawiedliwości w Korsyce — dodał majtek. — Więcej ufałbym dobrej strzelbie niż wszystkim rajcom królewskiego trybunału. Kiedy się ma wroga, trzeba wybierać między trzema „S”49.
Te zajmujące wyjaśnienia odmieniły w wybitny sposób obejście i usposobienie miss Lidii odnośnie do porucznika della Rebbia. Od tej chwili stał się on w oczach romantycznej Angielki osobistością. Obecnie ta niefrasobliwa mina, ta szczerość i dobry humor, które ją zrazu uprzedziły nieprzychylnie, stawały się dla niej jedną więcej zaletą; widziała w nich głęboką zdolność panowania nad sobą energicznej duszy, która nie pozwala przedrzeć się na zewnątrz żadnemu z uczuć, jakie w sobie zamyka. Orso wydał się jej nowym Fieskiem50, ukrywającym pod pozorami lekkości doniosłe zamiary; a mimo że mniej jest piękne zabić paru hultajów niż oswobodzić ojczyznę, bądź co bądź zemsta jest piękna; zresztą kobiety wolą, aby bohater nie był tak zupełnie pochłonięty polityką. Wówczas dopiero miss Nevil zauważyła, że porucznik ma bardzo duże oczy, białe zęby, piękną postawę, że zdradza dobre wychowanie i niejakie obycie. Następnego dnia zwracała się doń dość często i rozmowa z nim zajęła ją. Wypytywała obszernie o kraj, o którym mówił nader interesująco. Korsyka, którą opuścił bardzo młodo, najpierw, aby się udać do kolegium, następnie do szkoły wojskowej, przechowała się w jego wspomnieniu ozdobiona poetycznymi barwami. Ożywiał się, mówiąc o górach, lasach, o oryginalnych zwyczajach mieszkańców. Jak można się domyślać, słowo „zemsta” nastręczyło się wiele razy w tych opowiadaniach, niepodobna bowiem mówić o Korsykanach, aby nie atakować lub nie usprawiedliwiać tej ich przysłowiowej namiętności. Orso zadziwił nieco miss Nevil, potępiając w ogólnym sposobie nieskończone nienawiści swoich ziomków. Bądź co bądź u chłopów starał się je usprawiedliwić; twierdził, iż vendetta51 jest to pojedynek ubogich. „To jest tak dalece prawdą — mówił — iż nikt nie zamorduje wroga, nie wyzwawszy go wprzódy wedle reguł. »Strzeż się, ja się strzegę« oto sakramentalne słowa, jakie wymieniają dwaj nieprzyjaciele, nim poczną zastawiać na siebie pułapki. Jest u nas więcej morderstw niż gdzie indziej — dodał — ale nigdy nie znajdzie pani nikczemnej pobudki zbrodni. Mamy, to prawda, wielu morderców, ale ani jednego złodzieja”.
Kiedy porucznik wymawiał te słowa „zemsta” i „mord”, miss Lidia patrzyła nań uważnie, ale nie zdołała wyczytać na jego twarzy najmniejszego śladu wzruszenia. Ponieważ osądziła, iż posiada siłę duszy potrzebną, aby się stać nieprzeniknionym dla wszystkich oczu, z wyjątkiem, oczywiście, jej własnych, wierzyła niezłomnie nadal, iż cienie pułkownika della Rebbia niedługo będą czekały upragnionego zadośćuczynienia.
Już oczom podróżnych rysowały się wybrzeża Korsyki. Kapitan nazywał główne punkty wybrzeża; mimo że były one miss Lidii zupełnie obce, znajdowała przyjemność w tym, aby znać ich imiona. Nie ma nic nudniejszego niż pejzaż bezimienny. Niekiedy luneta pułkownika pozwalała dostrzec jakiegoś wyspiarza, odzianego w brunatną gunię52, zbrojnego w długą fuzję, galopującego na małym koniku po stromych zboczach. Miss Lidia w każdym chciała się dopatrzyć bandyty albo też syna śpieszącego pomścić ojca; ale Orso upewniał, że to jakiś spokojny obywatel sąsiedniego miasteczka podróżujący w interesach, że nosi fuzję nie tyle z potrzeby, ile przez elegancję, dla mody, tak jak dandys53 nie ruszy się z domu bez wytwornej laseczki. Mimo że fuzja jest bronią mniej szlachetną i mniej poetyczną niż sztylet, miss Lidia uważała, iż dla mężczyzny jest to sprzęt wykwintniejszy niż laska; przypomniała sobie, że wszyscy bohaterowie lorda Byrona giną od kuli, a nie od klasycznego puginału54.
Po trzech dniach żeglugi podróżni znaleźli się naprzeciw Sangwinariów55: wspaniała panorama zatoki Ajaccio roztoczyła się ich oczom. Słusznie porównują ją z Zatoką Neapolitańską; w chwili gdy goeletka wpływała do portu, lesiste wzgórze, stojące całe w ogniu i okrywające dymem la Punta di Girato, przypominało Wezuwiusz, przydając tym podobieństwa. Aby to podobieństwo było zupełne, trzeba by, aby hordy Attyli56 rzuciły się na okolice Neapolu; wszystko bowiem w pobliżu Ajaccio jest wymarłe i opustoszałe. Zamiast wykwintnych budowli, jakie nastręczają się oku od Castellamare57 aż do Miseny58, widzi się dokoła zatoki Ajaccio jedynie ciemne lesiste regle59, a za nimi nagie góry. Ani jednej willi, ani jednego domu. Jedynie tu i ówdzie na wzgórzach dokoła miasta kilka białych budynków odrzyna się pojedynczo na tle zieloności; to kaplice cmentarne, rodzinne groby. Wszystko w tym krajobrazie piękne jest poważną i smutną pięknością.