— Saweria — wykrzyknęła Kolomba — weź latarnię i poświeć panu prefektowi. Odda ci list dla pana Orsa.

Dodała kilka słów, które jedna tylko Saweria usłyszała.

— Kolombo — rzekł Orso po odejściu prefekta — zrobiłaś mi wielką przykrość. Czy ciągle będziesz się upierać wobec oczywistości?

— Dałeś mi czas do jutra — odparła. — To bardzo krótko, ale mam jeszcze nadzieję.

Wzięła pęk kluczy i pobiegła do pokoju na pięterku. Tam słychać było, jak otwiera spiesznie szuflady i szpera w sekretarzyku, gdzie pułkownik della Rebbia zamykał niegdyś ważniejsze papiery.

XIV

Saweria bawiła długo poza domem. Niecierpliwość Orsa dochodziła szczytu, kiedy zjawiła się wreszcie, trzymając list i prowadząc za sobą małą Chilinę, która przecierała oczy, zbudzono ją bowiem z pierwszego snu.

— Dziecko — rzekł Orso — co ty tu robisz o tej porze?

— Panienka mnie wezwała — odparła Chilina.

„Kiż licha ona chce od tej małej?” — pomyślał Orso, ale skwapliwie odpieczętował list miss Lidii, Chilina zaś, gdy on czytał, udała się na piętro, do „panienki”.