— Siostro!
— Nie, bracie, nie pójdziesz albo ja opuszczę ten dom i już mnie nie zobaczysz... Orso, miej litość nade mną.
Padła na kolana.
— Jesteśmy w rozpaczy — rzekł prefekt — iż panna della Rebbia tak nieprzystępna jest głosowi rozsądku. Ale przekona ją pan, jestem pewny.
Uchylił drzwi i zatrzymał się, jakby czekając, aby Orso udał się za nim.
— Nie mogę jej opuścić w tej chwili — rzekł Orso. — ...Jutro, jeżeli...
— Wyjeżdżam wcześnie — rzekł prefekt.
— Przynajmniej, bracie — wykrzyknęła Kolomba ze złożonymi rękami — zaczekaj do jutra rana. Pozwól mi przejrzeć papiery ojca... Nie możesz mi tego odmówić.
— Więc dobrze! Przejrzysz je dziś wieczór, ale pod warunkiem, że nie będziesz mnie już później dręczyć tą obłędną nienawiścią... Stokrotnie przepraszam pana, panie prefekcie... Sam czuję się w tej chwili tak nieswój... Lepiej odłożyć to do jutra rana.
— Noc przynosi zdrową radę — rzekł prefekt, żegnając się — mam nadzieję, że jutro wszystkie pańskie wahania pierzchną.