— Pisałem, że jesteśmy w stanie oblężenia. To nie jest, o ile mi się zdaje, pora na przyjmowanie gości.
— Ba! Ci Anglicy to osobliwi ludzie. Ostatniej nocy, którą spędziłam w pokoju panny Lidii, mówiła, że byłaby bardzo zmartwiona, gdyby opuściła Korsykę nie zobaczywszy ładnej vendetty. Gdybyś chciał, Orso, można by jej dla pokazania urządzić napad na dom Barricinich?
— Czy wiesz, Kolombo — rzekł Orso — że natura omyliła się, stwarzając cię kobietą? Byłby z ciebie doskonały żołnierz.
— Być może. W każdym razie idę sporządzić bruccio.
— Nie ma potrzeby. Trzeba posłać kogoś, aby uprzedzić ich i zatrzymać, nim puszczą się w drogę.
— Jak to! Chcesz wysyłać posłańca w taki czas po to, aby strumień uniósł go razem z listem... Jak mi żal biednych bandytów w taką burzę! Na szczęście, mają dobre burki... Czy wiesz, co trzeba zrobić, Orso? Jeśli burza ustanie, jedź jutro bardzo wcześnie i stań u krewniaczki, nim pułkownik z córką zdążą ruszyć w drogę. To nie będzie trudno, miss Lidia wstaje zawsze bardzo późno. Opowiesz im, co się u nas dzieje; jeśli mimo to zechcą przybyć, bardzo nam będzie miło ich ugościć.
Orso skwapliwie zaaprobował projekt, Kolomba zaś po chwili milczenia podjęła:
— Myślisz może, Orso, że ja żartowałam, kiedy mówiłam o szturmie do Barricinich? Czy wiesz, że jesteśmy w przewadze, co najmniej dwóch przeciw jednemu? Od czasu, jak prefekt zawiesił mera w urzędzie, wszyscy tutejsi ludzie są za nami. Moglibyśmy ich roznieść na siekierach. Łatwo byłoby znaleźć zaczepkę. Gdybyś zechciał, poszłabym do studni, zaczęłabym przedrwiwać z ich kobiet: wyszliby... Być może... to tacy nikczemnicy!... może zaczęliby strzelać do mnie przez archere; chybiliby. Wówczas wszystko byłoby w porządku: tamci zaczęli. Co się stało, to się stało; jak dojść w zamęcie, kto się z nimi załatwił? Wierzaj siostrze, Orso; czarne suknie, które tu przybędą, zawalają dużo papieru, nagadają dużo bezużytecznych słów. Nie wyniknie z tego nic. Stary lis znalazłby sposób, aby im pokazać gwiazdy na niebie w samo południe. Ach, gdyby prefekt nie zasłonił Vincentella, byłoby jednego mniej.
Wszystko to wygłosiła Kolomba z tą samą zimną krwią, z jaką przed chwilą mówiła o przygotowaniach do robienia bruccio.
Orso, zdumiony, patrzał na siostrę z podziwem i obawą.