O. D. R.
Miss Lidia odwróciła się, aby przeczytać list, Kolomba zaś, która śledziła ją bacznie, oddała jej egipski pierścionek, pytając spojrzeniem, co to znaczyło. Ale miss Lidia nie śmiała podnieść głowy i spoglądała smutno na pierścionek, który kolejno to wkładała na palec, to znowu zdejmowała.
— Droga miss Nevil — rzekła Kolomba — czy nie mogłabym wiedzieć, co pisze Orso? Czy mówi co o swoim stanie?
— Ależ... — rzekła miss Lidia rumieniąc się — nie pisze nic o tym... List jest po angielsku... Prosi, bym wyraziła ojcu... Ma nadzieję, że prefekt zdoła załagodzić...
Kolumba, uśmiechając się chytrze, siadła na łóżku, ujęła obie ręce miss Nevil i patrząc na nią przenikliwie, rzekła:
— Chce pani być dobra? Nieprawdaż, odpisze pani bratu? Sprawi mu pani taką radość! Przed chwilą, kiedy przyszedł jego list, przyszło mi na myśl obudzić panią i nie śmiałam.
— To bardzo niedobrze — rzekła miss Nevil — gdyby słówko ode mnie mogło mu...
— Teraz nie mogę już przesłać listu. Prefekt przybył i Pietranera pełna jest szpiegów. Później zobaczymy. Ach, gdyby pani znała Orsa, miss Nevil, kochałaby go pani tak, jak ja go kocham... On taki dobry, taki dzielny! Niech pani pomyśli tylko, co on zrobił! Sam jeden przeciw dwóm i ranny!
Prefekt wrócił. Powiadomiony umyślnym posłańcem przez wicemera, przybył w asystencji żandarmów i woltyżerów, wiodąc z sobą prokuratora, pisarza i wszystko, co trzeba, aby przeprowadzić śledztwo co do nowej i straszliwej katastrofy, która komplikowała lub, jeśli kto woli, kładła koniec niezgodzie dwu rodzin. Niebawem po przybyciu odwiedził pułkownika Nevil i jego córkę. Nie ukrywał, iż lęka się, aby sprawa nie przybrała złego obrotu.
— Wiadomo państwu — rzekł — że walka nie miała świadków; opinia zaś o zręczności i odwadze dwóch nieszczęśliwych młodych ludzi była tak ustalona, iż nikt nie zechce przypuszczać, aby pan della Rebbia mógł ich zabić bez udziału bandytów, do których, jak mówią, się schronił.