Spostrzegła portret Orsa i śpiesznie rzuciła nań chusteczkę, aby go ukryć.

— Tak, mam nowiny — rzekła Kolomba, uśmiechając się.

I biorąc portret, dodała:

— Czy wydaje się pani podobny? Ładniejszy jest naprawdę.

— Mój Boże!... — rzekła miss Nevil zawstydzona. — Zdjęłam ze ściany... ten portret... przez roztargnienie... Mam tę wadę, że wszystko ruszam... a niczego nie położę na dawne miejsce... Jak się ma brat?

— Dosyć dobrze. Giocanto był tu dziś rano przed czwartą. Przyniósł mi list... dla pani, miss Lidio; do mnie Orso nie napisał. Jest wprawdzie adresowany: „do Kolomby”, ale później: „dla miss N”... Siostry nie są zazdrosne. Giocanto powiedział, że pisanie sprawiło mu wiele bólu. Giocanto, który ślicznie pisze, ofiarował się napisać pod dyktandem. Nie chciał. Pisał ołówkiem, leżąc na wznak. Brandolaccio trzymał papier. Co chwila Orso chciał wstawać i wówczas za najmniejszym poruszeniem ramię sprawiało mu okrutny ból. Litość było patrzeć, powiedział Giocanto. Oto list.

Miss Nevil przeczytała list, pisany po angielsku, bez wątpienia przez nadmiar ostrożności. Oto co zawierał:

Pani!

Nieszczęsna fatalność pogrążyła mnie; nie wiem, co powiedzą moi wrogowie, jakie oszczerstwa wymyślą. Niewiele dbam o to, jeśli ty, pani, nie zechcesz dać im wiary. Od czasu, jak panią ujrzałem, kołysałem się szalonymi marzeniami. Trzeba było tej katastrofy, aby mi ukazać moje szaleństwo; obecnie jestem już rozsądny. Wiem, jaka przyszłość mnie czeka, i jestem na nią przygotowany.

Pierścionka, który mi pani dała i który uważałem za talizman szczęścia, nie śmiem już zachować. Obawiam się, miss Nevil, abyś pani nie żałowała, że tak źle umieściłaś swoje dary, lub raczej obawiam się, iż przypominałyby mi czas, w którym byłem szalony. Kolomba odda go pani... Żegnam panią: niebawem opuści pani Korsykę i już pani nie ujrzę; ale niech pani powie siostrze, że posiadam jeszcze twój szacunek; ręczę pani z całą pewnością, że zasługuję nań zawsze.