Miss Nevil jakiś czas nie dawała odpowiedzi, widać było, że propozycja ojca wprawia ją w niemałe zakłopotanie. Wreszcie rzekła:
— Jakże nam opuszczać tę nieszczęśliwą dziewczynę w chwili, gdy tak bardzo potrzebuje pociechy? Nie znajdujesz, ojcze, że to byłoby okrutnie z naszej strony?
— Mówiłem to ze względu na ciebie, córeczko — rzekł pułkownik. — Gdybym wiedział, że siedzisz bezpiecznie w hotelu w Ajaccio, zapewniam cię, że byłoby mi bardzo przykro opuścić tę przeklętą wyspę, nie uścisnąwszy wprzód ręki dzielnemu della Rebbia.
— Dobrze więc, ojcze! Zaczekajmy jeszcze i zostańmy, zanim się upewnimy, czy nie możemy im oddać jakiej przysługi.
— Poczciwe serce! — rzekł pułkownik całując córkę w czoło. — Lubię widzieć, jak się poświęcasz, aby ulżyć nieszczęściu drugich. Zostańmy; człowiek nie żałuje nigdy, iż spełnił dobry uczynek.
Miss Lidia przewracała się na łóżku, nie mogąc usnąć. To jakieś nieokreślone szmery budziły w niej lęk, iż gotuje się szturm do domu, to, uspokoiwszy się co do siebie, myślała o biednym rannym, leżącym prawdopodobnie w tej chwili na chłodnej ziemi, bez żadnej opieki prócz miłosierdzia bandyty. Przedstawiała go sobie zlanego krwią, miotającego się w strasznych cierpieniach; a co najosobliwsze, iż za każdym razem, kiedy obraz Orsa nastręczał się jej myślom, przedstawiał się jej zawsze taki, jakim widziała go w chwili odjazdu, kiedy przyciskał do ust jej talizman...
Później myślała o jego dzielności. Powiadała sobie, iż owo straszliwe niebezpieczeństwo, którego cudem uniknął, ściągnął na siebie z jej powodu, aby ją oglądać o parę chwil wcześniej. Mało brakło, a byłaby wytłumaczyła sobie, iż to w jej obronie Orso dał sobie strzaskać ramię. Wyrzucała sobie jego ranę, ale podziwiała go tym więcej; jeśli słynna dubleta nie miała w jej oczach tyle zasługi, co w oczach Brandolaccia i Kolomby, uważała bądź co bądź, że niewielu bohaterów romansu okazałoby tyle śmiałości, tyle zimnej krwi w takim niebezpieczeństwie.
Pokój, który zajmowała miss Lidia, był to pokój Kolomby. Nad dębowym klęcznikiem, obok święconej palmy, wisiał na ścianie miniaturowy portret Orsa w mundurze podporucznika. Miss Nevil zdjęła portrecik, spoglądała nań długo i położyła wreszcie przy łóżku, miast zawiesić na dawnym miejscu. Zasnęła dopiero o świcie; kiedy się obudziła, słońce było już bardzo wysoko. Ujrzała wprost łóżka Kolombę, czekającą nieruchomo chwili, w której miss Nevil otworzy oczy.
— I cóż, panno Lidio, nie czuje się pani nadto źle w naszym biednym domu? — rzekła Kolomba. — Obawiam się, że pani wcale nie spała.
— Czy masz nowiny od niego, droga Kolombo? — rzekła miss Lidia, podnosząc się.