— Wiesz, droga Kolombo — rzekła — boję się, czyśmy nie zbłądziły.

— Nie lękaj się niczego — odparła Kolomba. — Idźmy tylko naprzód, trzymaj się tuż za mną.

— Ale upewniam cię, że się mylisz; wieś nie może być z tej strony. Założyłabym się, że idąc tędy, oddalamy się od niej. Ot, te światła, które widzimy tak daleko, z pewnością to jest Pietranera.

— Droga miss Nevil — rzekła Kolomba z podnieceniem — masz słuszność, ale o dwieście kroków stąd, w tych chaszczach...

— Cóż...?

— Orso tam jest; mogłabym go zobaczyć i uściskać, gdybyś zechciała.

Miss Nevil uczyniła gest zdziwienia.

— Wyszłam z Pietranera — ciągnęła Kolomba — niezauważona przez nikogo, ponieważ byłam z panią... inaczej śledzono by mnie... Być tak blisko niego i nie widzieć go!... Czemu nie miałaby pani zajść ze mną zobaczyć biednego Orsa! Tak by go to ucieszyło!

— Ale, Kolombo, to by było niewłaściwe z mojej strony.

— Rozumiem. Wy, panie z miasta, zawsze się kłopoczecie o to, co właściwe; my, proste wieśniaczki, myślimy tylko o tym, co jest dobre.