— Czy pani wie, miss Lidio, że pani robi z moim bratem, co się pani podoba? — rzekła Kolomba, śmiejąc się. — Nie pozwolę pani go widywać.
— Mam nadzieję — rzekła miss Nevil — że ta nieszczęśliwa sprawa wyjaśni się i że niebawem będzie pan wolny od wszelkich obaw... Będę bardzo rada, jeżeli przed odjazdem dowiem się, iż oddano panu sprawiedliwość i uznano pańską rycerskość zarówno, jak odwagę.
— Pani odjeżdża, miss Nevil! Niech pani nie wymawia jeszcze tego słowa.
— Cóż pan chce... ojciec nie może wiecznie polować... trzeba jechać.
Orso opuścił rękę, która dotykała dłoni miss Lidii. Nastała chwila milczenia.
— Ba! — podjęła Kolomba. — Nie damy państwu odjechać tak rychło. Mamy wam jeszcze wiele rzeczy do pokazania w Pietranera... Zresztą przyrzekła mi pani zrobić mój portret, a jeszcze nie zaczęty nawet... A potem obiecałam napisać dla pani serenatę w siedemdziesięciu i pięciu zwrotkach... A potem... Ale czegóż tam Brusco warczy?... A ot, Brandolaccio pędzi tu za nim... Zobaczmyż, co to.
To mówiąc, wstała i kładąc bez ceremonii głowę Orsa na kolanach miss Nevil, pobiegła ku bandytom.
Nieco zdumiona, iż stała się w ten sposób podporą pięknego młodzieńca sam na sam w chaszczach, miss Nevil nie bardzo wiedziała, co z sobą począć. Usuwając się nagle, lękała się sprawić ból rannemu. Ale Orso opuścił sam słodkie oparcie, jakie siostra mu zostawiła, i podnosząc się na prawej ręce, rzekł:
— Zatem pani jedzie niedługo, miss Lidio? Nie myślałem nigdy, aby pani miała przeciągnąć pobyt w tym nieszczęśliwym kraju... a mimo to od czasu, jak pani tu przybyła, cierpię sto razy więcej na myśl, że trzeba się pożegnać z panią... na zawsze... Jestem biednym porucznikiem... bez przyszłości... obecnie banitą... Cóż za chwila, miss Lidio, aby mówić pani, że cię kocham... ale to z pewnością jedyny raz, że pani mogę to powiedzieć... A mam uczucie, że jestem mniej nieszczęśliwy teraz, kiedy otworzyłem ci serce.
Miss Lidia odwróciła głowę, jak gdyby ciemność nie wystarczała dla ukrycia rumieńca: