A kiedy miss Lidia zdawała się wahać, wzięła ją za rękę i posadziła tak blisko, iż suknia jej dotykała Orsa, a ręka, którą Kolomba przytrzymywała ciągle, spoczęła na ramieniu rannego.
— Tak jest mu bardzo dobrze — rzekła Kolomba wesoło. — Nieprawdaż, Orso, że dobrze jest być w gąszczu, w obozie, w taką piękną noc jak dzisiejsza?
— Och, tak! Piękna noc! — rzekł Orso. — Nie zapomnę jej nigdy.
— Musi pan bardzo cierpieć — rzekła miss Nevil.
— Nie cierpię już — rzekł Orso — i chciałbym umrzeć tutaj.
I prawa jego ręka zbliżała się do dłoni miss Nevil, którą Kolomba wciąż trzymała w uwięzi.
— Trzeba koniecznie, aby pana przeniesiono gdzieś, gdzie będziemy mogli go doglądać, panie della Rebbia — rzekła miss Nevil. — Nie mogłabym usnąć teraz, kiedy widziałam pana na tak nędznym posłaniu... pod gołym niebem...
— Gdybym się nie obawiał spotkać panią, miss Nevil, byłbym próbował wrócić do Pietranera i oddałbym się sam w ręce władzy.
— I czemu bałeś się spotkać miss Nevil, Orso? — spytała Kolomba.
— Byłem pani nieposłuszny, miss Nevil... nie ośmieliłbym się stanąć przed panią w tej chwili.