Przerwał i patrzył na efekt, jaki wywołał. A chyba lubił wytrącać rozmówcę z dobrego samopoczucia, i czekał na pierwsze tego oznaki. Stąd dramatyczna emfaza, pozorne przeczenie temu, co się powiedziało wczoraj albo przedwczoraj. Na przykład o modlitwie, mantrze albo medytacji.
O, i to tak jest, widzisz, że jak robisz coś w intencji — tutaj wstał i udał się w stronę czajnika, pocierając dłońmi o wystrzępione od zużycia dżinsy, które urywały się w połowie łydek, jakby od zawsze były za krótkie — masz na przykład dla siebie rzucić palenie, albo wódę — nie ma szans, gówno sam siebie obchodzisz, nie zrobisz tego sam dla siebie! Ale — znowu zawiesił głos, nalewając z czajnika gorącej wody do kubka — jak wymyślisz sobie, że nie dla siebie, ale rzucasz palenie dla chorej babci, ooooo, to inna sprawa, pewnie ci się uda. Ale nie wiesz czemu, nie wiesz, o ha! Widzisz, nie wiesz!
— Ale Franek zaraz Ci to wytłumaczy — z uśmiechem dodała Jola, obserwując z pogodnym wyrazem twarzy męża i nas, zebranych wokół stołu. — Ha... właśnie, bo nawet nie wiesz, że zmanipulowałeś swoje fałszywe ego! — kontynuował Franek, jakby nie usłyszał Joli — ono sobie myśli, że rządzi światem, ho-ho, robi coś dla kogoś, ma nad czymś władzę, a Ty właśnie o — złamałeś je, umniejszyłeś, tak o.
Franciszek usiadł na swoim miejscu i zamyślił się na chwilę, spoglądając jak w blaszanym kubku gorąca woda rozwija zasuszone liście ziół.
— Albo taki wysiłek w górach, dzisiaj byliście na Babiej, ciężko, słońce, pot — podniósł wzrok znad kubka — ale to idziesz dla siebie, dla swojego ego, dla swojego iluzorycznego „ja”, żeby być na szczycie, o rozumiesz, kurwa, byłem na szczycie, pokonałem górę, ooo, ale się napasło Twoje ego, oooo. Ale jak byś szedł z intencją, że nie dla siebie idziesz, ale wnosisz tę intencję na szczyt, na górę, to idzie się inaczej. Wiem co mówię, wiem co mówię...
Podnieśliście wszyscy na Franka wzrok, bo zdawało się, że docierał do jakiegoś szczególnego obszaru, a on zauważył to i widać było, że bardzo go to ucieszyło. Mówił do was wszystkich, ale zarazem każdy czuł się wywołany do tablicy z osobna, bo używał wyłącznie liczby pojedynczej drugiej osoby.
— ...No bo widzisz, ja na przykład co roku pierwszego sierpnia idę na Babią Górę za tych z Powstania Warszawskiego, tylko z jednego powodu — że ja mogę, a oni już nie...
Zamilkł, opuścił wzrok i popatrzył jeszcze raz do wnętrza kubka, gdzie zapewne suche witki ziół napęczniały już od wilgoci i zogromniały, zasłaniając blaszane dno.
— Oni już nie... — dodał w zamyśleniu i zamilkł.