Przebicie do Śródmieścia. Nie o wszystkim śpiewa Lao Che

Przez zieleń łąk, przez złoto pól

Idź z nami w tyralierce

A kiedy ci zabraknie kul

Na szalę ciśnij serce

Jan „Bonawentura” Romocki

Coraz dalej od tamtego popołudnia pełnego nadziei. Jest ranek, a ja myślę o tym, co wydarzy się tej nocy. Trzydziesty sierpnia to kolejny dzień oblężenia Starego Miasta. Walki o różnym stopniu nasilenia trwają też na Mokotowie, Śródmieściu, Żoliborzu, ale to na Stare Miasto koncentrycznie kierują się główne siły von dem Bacha. I tam też biją się najlepsze powstańcze oddziały, w tym bataliony Kedywu czyli Kierownictwa Dywersji ze zgrupowania „Radosław”. 29 sierpnia wobec ogromnego wyczerpania walką oraz wysokich strat w jednostkach bojowych, sięgających od początku działań grupy odsieczowej około 4000 zabitych i rannych — Niemcy wstrzymują aktywne działania przeciwko Starówce. Pozostają przy działaniach oblężniczych — ostrzale artyleryjskim, bombardowaniu, nękaniu obrony wypadami i patrolami — ale chwilowo nie szturmują. Dzieje się też tak dlatego, że po dłuższej przerwie w stronę Warszawy znowu rusza sowieckie natarcie i ze zgrupowania von dem Bacha wycofywane są czasowo różne jednostki, m.in. pododdziały saperów, niezbędne do walki w mieście. Z meldunków dowódcy 9 Armii Von Vormanna i von dem Bacha wynika, że Niemcy nie są w stanie w najbliższych dniach doprowadzić do rozstrzygającego szturmu na Starym Mieście, które jest dla nich kluczowym punktem w systemie obronnym Powstańców. Chyba, że nastąpi jakieś nieprzewidziane załamanie po stronie Polaków.

Niewiele widzące ponad skraj barykady i słabo zorientowane w ogóle sytuacji wokół dowództwo Powstania tworzy w tym czasie plan przebicia się ze Starówki do Śródmieścia. Wojsko na Starym Mieście jest skrajnie przemęczone, skrwawione, ludność cywilna daleko za granicą wytrzymałości. Opuszczenie Starego Miasta oznacza stworzenie wielkiej wyrwy w systemie obronnym Warszawy, ale podejmującym decyzje wydaje się, że innego wyjścia nie ma.

Plan uderzenia jest dziwnie podobny do nieudanego ataku na Dworzec Gdański sprzed tygodnia. Wyselekcjonowane grupy uderzeniowe złożone z najlepiej uzbrojonych i najbardziej sprawdzonych w walce żołnierzy wyciągniętych ze swoich macierzystych oddziałów utworzą zgrupowania szturmowe i uderzą równocześnie ze Starego Miasta oraz Śródmieścia o godzinie 23:00 na relatywnie wąski pas terenu utrzymywany przez Niemców. Wykorzystując ciemności oraz zaskoczenie otworzy się drogę oddziałom ze Starówki na Śródmieście. Za grupami szturmowymi miał ruszyć drugi rzut uzbrojonych oddziałów, potem nieuzbrojony personel, lżej ranni, służby, ewentualnie ludność cywilna, chociaż jej tak naprawdę chyba nikt nie brał poważnie pod uwagę. Zaskakującemu w zamierzeniu atakowi miał towarzyszyć „desant” specjalnej grupy uderzeniowej z kanałów na Plac Bankowy, który miał odwrócić uwagę i wprowadzić zamieszanie w szeregach niemieckich.

Nikt nie założył utrzymania Starówki i stopniowej ewakuacji kanałami. W zasadzie nie wiadomo dlaczego. Nie poczyniono też takich przygotowań. Na pytanie o ewakuację kanałami w trakcie jednej z narad mjr Stanisław Klepacz ps. „Jesion”76 miał odpowiedzieć: „ja do kanału nie wejdę”. Wszedł, ale dwa dni później. Może dlatego też nikt nie wysadził tamy w kanałach między Starówką a Żoliborzem, przy pomocy której Niemcy spiętrzyli poziom ścieków w całej sieci kanalizacyjnej. Taka akcja nastąpi od strony Żoliborza dopiero w nocy z 1 na 2 września, a dokona tego grupa minerów ze Zgrupowania „Żywiciela” z Żoliborza przy pomocy bomby zegarowej złożonej z plastiku ze zrzutów i zwykłego, domowego budzika. Ale będzie już za późno na planową ewakuację. Ze Starówki na Żoliborz przejdzie zaledwie około 800 osób, głównie żołnierzy ze zgrupowań Armii Ludowej.