Koniec lasu, zmiana widoków,
coraz więcej domów i bloków,
cień za cieniem z boku,
przeskakuje miękko w samochód.
Autostrada i miasto w tle: —
Pany, zdrawstwujtie! Pani, zdrawstwujtie!
I ci co życzą nam źle —
wszyscy zdrawstwujtie, wszyscy zdrawstwujtie?
Chyląc głowę w pokłonie, jadę
przez Warszawę, polską Warszawę.