„Nastroje wśród wojska paniczne. Chęć wywieszania białej flagi, jeden dowódca oddziału nie wykonał rozkazu”.
Około 12:30 napisze:
„Straty własne 70%. Katastrofalny stan moralny oddziałów. Melduję, że dziś wieczorem oddziały zamierzam wyewakuować do śródmieścia”.
„Monter” odpowie:
„Nie godzę się z waszym zamiarem ewakuacji”, a w kolejnym radiogramie nadanym na Mokotów via Londyn dodaje: „W dalszym ciągu podtrzymuję mój rozkaz obrony na miejscu. Wycofać się wam nie wolno”. Ale rozkazy te nie docierają już do „Karola”. O 20:15 podpisuje przekazanie obwodu dowódcy pułku „Baszta” mjr Kazimierzowi Szternalowi ps. „Zryw”157, a sam udaje się kanałami do Śródmieścia.
Tego samego dnia ambasador USA w Londynie informuje premiera R. P. Stanisława Mikołajczyka, że kolejna wielka wyprawa zaopatrzeniowa do Warszawy jest niemożliwa. Po pierwsze dnie robią się krótsze, co ogranicza możliwość skutecznego zrzutu, po drugie Amerykanie likwidują bazy zaopatrzeniowe po sowieckiej linii frontu, po trzecie w ocenie sztabu 8 Armii ostatnia wyprawa okazała się mało skuteczna. Nikt nie wie też, że zrzuty z nocy z 22 na 23 września z baz we Włoszech, kiedy to z 12 samolotów zrzutu dokonało pięć, są ostatnimi zrzutami z zachodu w ogóle. Od tej chwili Polskie Radio BBC nie nada już ani razu melodii „Jeszcze jeden mazur dzisiaj”. Do końca zostanie tylko chorał Ujejskiego „Z kurzem krwi bratniej”.
Jerzy Ficowski przeżyje Powstanie, niewolę, po wojnie będzie włóczył się z Cyganami, badał tropy Schulza, pisał wiersze, eseje, odzyskiwał, ocalał wszystko to, co wojna zniszczyła, odebrała, wchłonęła w siebie. Jak powie:
„Wojna to nicość, która miała wessać wszystko z ogniem i hukiem. A moim niewypowiedzianym przykazaniem było, żeby jej nie dać postawić na swoim. Jeśli udaje mi się wskrzesić cokolwiek z rzeczy, które są mi drogie, jestem szczęśliwy. Zaprzeczam wszystkożerności żywiołu zniszczenia”.
Zaproszony do udziału w Radzie Muzeum Powstania Warszawskiego — odmówi.