Tak ciekawości wyzbyte przy końcu
było patrzenie twe, ubóstwa pełne,
że nie pragnęło nawet ciebie: święte.
Tak cię zachować pragnę, jakeś sama
w lustrze się ustawiła7, w wnętrzu głębi
i od wszystkiego z dala. Czemuż schodzisz inna?
Dlaczegóż odwołujesz siebie? Czemu
wmówić mi pragniesz, że w kulach bursztynu
wokół twej szyi coś niecoś ciężaru
było: ciężkości, której nigdy nie ma