i barw ciężarem je równoważyłaś.

I, jak owoce, widziałaś podobnie

kobiety, oraz dzieci, równie z wnętrza

pędzone w kształty, w kształty ich istnienia.

Ujrzałaś siebie wreszcie, jako owoc,

wyjęłaś siebie z sukien, przed zwierciadło

siebie zaniosłaś, w nie się zapuściłaś

z wyjątkiem twego patrzenia; zostało

ono tam, przed nim, wielkie, i nie rzekło:

otom jest ja6; przeciwnie: oto jest.