zjawa twa współdrga płaskim falom dźwięku,

które rozbudza głos samotny nocą

w prądzie wysokiej komnaty, o, słuchaj,

pomóż mi. Widzisz, my się tak zsuwamy,

nie wiedząc kiedy, z powrotem z postępu

naszego w coś, czego nie zamierzamy;

zaplątujemy się w tym, jako we śnie,

i umieramy w tym, nieprzebudzeni.

Nikt nie wykroczył poza to. Każdemu,

kto krew swą dźwignął w dzieło, które przetrwa,