raz pierwszy rozdrobniona, połowiczna,

drabiny nieskończonych natur tak

nie uchwyciłaś, jak rzecz wszelką tutaj;

to, że z koliska, co cię już przyjęło,

ciążenia siła głucha niepokoju

jakiegoś ściąga cię w dół w czas znaczony —

nocą mnie często budzi, jak włamywacz.

Ach, gdybym wyrzec mógł, że jeno raczysz,

że z łaskawości przybywasz, z nadmiaru,

gdyż takaś4 sama w sobie upewniona,