wtedyś ty dźwigał6 ją, nierozpoznaną,
radość: drobnego twego Zbawiciela
brzemię przez krew dźwigałeś i ponad nią.
Czemuś nie czekał, aż ciężkość się stanie
nie do zniesienia: wtedy się przemienia,
i tak jest ciężka, gdyż tak jest prawdziwa.
Widzisz, to może twa najbliższa chwila
była; we włosach wieniec układała
może przed drzwiami, kiedyś ty je zawarł7.
O, huk ten, jakżeż przenika on wszechświat,