— Tak — skinął i stał tuż przy mnie.

— I ona sama szuka też?

— Tak, szukamy.

— A więc odstawiono ten portret?

— Tak, wyobraź sobie — rzekł z oburzeniem.

Ale ja nie bardzo rozumiałem, dlaczego ona to robi.

— Ona chce siebie widzieć — szeptał tuż przy mnie.

— Ach tak — kiwnąłem jak gdyby rozumiejąc.

Wtem on zdmuchnął mi świecę. Ujrzałem, jak pochylił się naprzód, w jasność, z brwiami wysoko podniesionymi. Potem było ciemno. Cofnąłem się odruchowo.

— Co ty robisz? — zawołałem stłumionym głosem, a gardło wyschło mi zupełnie. Skoczył za mną i uwiesił się u ręki, i chichotał.