— Co to? — obruszyłem się, chcąc go strzepnąć, lecz on trzymał się mocno. Nie mogłem przeszkodzić, kiedy mi szyję otoczył ramieniem.

— Czy mam powiedzieć? — syknął i nieco śliny trysnęło mi na ucho.

— Tak, tak, prędko.

Nie wiedziałem, co gadam. Objął mnie teraz zupełnie i wyprężył się przy tym.

— Zaniosłem jej lustro — rzekł i chichotał znowu.

— Lustro?

— Tak, bo tego portretu przecież nie ma.

— Nie, nie — potwierdziłem.

Nagle pociągnął mnie nieco dalej ku oknu i uszczypnął tak silnie w ramię, że krzyknąłem.

— Jej nie ma tam wewnątrz — dmuchnął mi w ucho.