Podczas gdy Harry poszedł machinalnie za tą wskazówką, ogrodnik ukląkł, pozbierał pośpiesznie rozrzucone klejnoty i włożył je znów do pudełka. Od dotknięcia tych kosztownych kryształków dreszcz przebiegł po szorstkiej postaci człowieka. Twarz jego przeobraziła się, a oczy błysnęły pożądliwością. Zdawało się, że łakomie przedłuża swe zajęcie i pieści się każdym diamentem, który bierze w rękę. Ale nareszcie wszystko było złożone. Ogrodnik, ukrywszy pudełko pod bluzą, skinął na Harry’ego i, poprzedzając go, prowadził ku domowi.
Koło drzwi spotkali młodego duchownego w eleganckiej sutannie, ciemnowłosego i uderzająco pięknego, w którego spojrzeniu słabość łączyła się ze stanowczością. Ogrodnika widocznie zaniepokoiło to spotkanie, ale starał się nie pokazać tego po sobie i zwrócił się do pastora z obleśnym uśmiechem.
— Mamy piękny dzionek, Mr. Rolles — rzekł — piękny dzionek: to takaż prawda, jak to, że Bóg go stworzył. A to jest mój młody przyjaciel, który miał fantazję obejrzeć, moje róże. Pozwoliłem sobie go przyprowadzić, sądzę, że żaden z lokatorów nie będzie nic miał przeciw temu.
— Jeżeli chodzi o mnie — odparł wielebny Mr. Rolles — nic mi to nie szkodzi. Sądzę, że i reszta lokatorów nic nie będzie miała przeciw takiej drobnostce. Ogród należy do pana, Mr. Racburn; żaden z nas nie powinien o tym zapominać. A ponieważ pozwala nam pan swobodnie spacerować po ogrodzie, bylibyśmy bardzo nieuprzejmi, sprzeciwiając się odwiedzinom pańskich przyjaciół. Ale zdaje się — dodał — że ja i ten pan już spotykaliśmy się przedtem. Mam przyjemność widzieć pana Hartley? Z przykrością konstatuję, że pan gdzieś upadł.
I podał mu rękę.
Poczucie nienaruszonej godności i chęć odwleczenia objaśnień kazały Harry’emu odrzucić tę deskę ratunku i zaprzeczyć własnej tożsamości. Przekładał czułą wdzięczność nieznajomego ogrodnika ponad ciekawość, a może wątpliwości znajomego.
— Boję się, że to pomyłka — rzekł — nazywam się Thomlinson i jestem przyjacielem pana Racburna.
— Naprawdę? — rzekł Mr. Rolles — podobieństwo jest zdumiewające.
Mr. Racburn, który podczas tej rozmowy stał jak na rozżarzonych węglach, uznał za właściwe zakończyć ją co prędzej.
— Życzę panu przyjemnej przechadzki — powiedział.