— Czego pan tu potrzebuje?
— Interesuję się bardzo diamentami — odparł Mr. Rolles, w zupełności panując nad sobą. — Dwóch znawców musi się zapoznać. Posiadam tu przy sobie drobnostkę, która mi posłuży za rekomendację.
I mówiąc to, wyjął spokojnie pudełeczko z kieszeni, błysnął przed oczyma dyktatorowi Diamentem Radży i schował go z powrotem.
— Należał kiedyś do pańskiego brata — dodał.
Jack Vandeleur patrzył na niego wzrokiem bolesnego zdumienia, ale nie ruszał się ani też nic nie mówił.
— Zauważyłem z przyjemnością — podjął młodzieniec — że posiadamy obaj klejnoty z tej samej kolekcji.
Dyktator był niezmiernie zaskoczony.
— Przepraszam — odezwał się — zaczynam rozumieć, że się starzeję. Zupełnie nie jestem przygotowany na drobne zajścia w tym rodzaju. Ale niechże pan przynajmniej wyjaśni mi jedno: czy wzrok mnie łudzi, czy też mam przed sobą pastora?
— Jestem duchownym — odparł Mr. Rolles.
— A więc tak — zawołał tamten — odtąd, póki życia, nie pozwolę nic mówić o sukience duchownej!