— Przechadzam się na świeżym powietrzu — odrzekł chłopak. Generał dotknął pudełka laską.

— Z tym pudełkiem? Pan kłamie i pan wie, że pan kłamie.

— Naprawdę, sir Thomas — odparł Harry — nie jestem przyzwyczajony, by się do mnie zwracano w ostry sposób.

— Pan nie rozumie swego stanowiska — rzekł generał — jesteś pan tylko moim służącym, i to służącym, co do którego powziąłem poważne podejrzenia. Kto wie, czy to pudełko nie jest pełne łyżeczek od herbaty?

— Jest w nim cylinder mego przyjaciela — powiedział Harry.

— Bardzo dobrze — odparł generał — w takim razie chcę zobaczyć cylinder tego przyjaciela. Interesują mnie bardzo kapelusze — dodał szyderczym głosem — a wiadomo panu, jak sądzę, że jestem stanowczy.

— Przepraszam, sir Thomas, bardzo mi przykro — wymawiał się Harry — ale jest to sprawa osobista.

Generał, groźnie podnosząc laskę, chwycił go brutalnie za ramię. Harry poczuł się zgubiony. Ale w tej chwili niebo zesłało mu niespodziewanego obrońcę w postaci Charlie Pendragona, który nagle wyłonił się spośród drzew.

— No, no, generale, wstrzymaj pan rękę, nie jest to ani grzecznie, ani po męsku.

— Aha — zawołał generał, kręcąc się dokoła nowego przeciwnika — Mr. Pendragon! I pan przypuszcza, mister Pendragon, że ponieważ miałem nieszczęście ożenić się z siostrą pańską, to będę znosił, aby mi robił uwagi i właził w drogę taki zdyskredytowany bankrut i libertyn jak pan? Znajomość z lady Vandeleur odjęła mi wszelką chęć do bliższej znajomości z jej rodziną.