— Dziękuję — odrzekłem. — Od naszego ostatniego spotkania chodzę uzbrojony. Ale, prawdę mówiąc, od wczorajszego wieczoru nie miałem nic w ustach.

Northmour postawił przede mną zimne mięso, do którego zabrałem się gorliwie, i flaszkę dobrego burgunda55. Ponieważ byłem przemoczony, piłem, nie żałując sobie. Piłem zawsze bardzo mało. Nie należy jednak być krańcowym w stosowaniu zasad, więc też bez skrupułu wychyliłem wtedy trzy czwarte butelki. Jedząc, wciąż podziwiałem przygotowania do obrony.

— Możemy wytrzymać oblężenie — powiedziałem wreszcie.

— Tak — rzekł Northmour przeciągle — ale chyba bardzo krótkie. Nie znaczy to, że nie ufam wytrzymałości pawilonu, ale zabójczo na mnie działa myśl o podwójnym niebezpieczeństwie. Jeżeli dojdzie do strzelaniny, to ktoś ją usłyszy, nawet na tym odludziu, a wtedy wyjdzie na jedno, czy być zabitym przez karbonarów, czy wsadzonym do paki przez prawo. To jest diabelska rzecz: mieć na tym świecie prawo przeciwko sobie. Tak też mówię temu pasażerowi na górze. On jest tego samego zdania.

— Co to za człowiek? — zapytałem.

— Och, ten! — wykrzyknął Northmour. — Drab kwaśny i niemiły. Nic nie miałbym przeciw temu, aby wszystkie diabły włoskie skręciły mu kark. Nie jestem wcale po jego stronie. Rozumiesz mnie? Zawarłem umowę o rękę córki i chcę ją mieć.

— Rozumiem — odparłem — ale jak pan Huddlestone przyjmie moje wtargnięcie?

— Pozostaw to Klarze — odparł Northmour.

Chętnie bym go spoliczkował za tę prostacką poufałość. Ale i ja, i Northmour (sprawiedliwość nakazuje to przyznać) uszanowaliśmy zawieszenie broni i, dopóki trwało niebezpieczeństwo, żadna chmura nie przeszła między nami. Ze szczerą satysfakcją daję mu to świadectwo. Nie bez dumy patrzę wstecz na moje własne postępowanie. Trudno też wyobrazić sobie dwóch ludzi w bardziej denerwującym i drażniącym położeniu.

Kiedy się posiliłem, obejrzeliśmy dokładnie piętro. Przechodziliśmy od okna do okna, próbowaliśmy różnych podpórek, tu i tam coś zmieniając. Uderzenia młotka głośnym echem rozlegały się po domu. Zaproponowałem, żeby zrobić strzelnicę. Ale on mi odpowiedział, że są już zrobione na górnym piętrze. Oględziny te zaniepokoiły mnie i przygnębiły. Było dwoje drzwi i pięć okien do obrony, a razem z Klarą było nas tylko czworo przeciwko niewiadomej liczbie przeciwników. Zwierzyłem się z mych wątpliwości Northmourowi, a ten z niezachwianą równowagą oznajmił mi, że je podziela.