Serce me biło jak młotem, gdy szedłem w kierunku dymu. Dotąd drżałem z zimna, teraz oblały mnie płomienie. Grunt w tym miejscu był nierówny, setka ludzi mogła leżeć w ukryciu po obu stronach mej ścieżki. Ale wybierałem przejścia najbezpieczniejsze, z których mogłem widzieć kilka kotlin od razu. Wkrótce ostrożność moja odniosła skutek. Wszedłszy nagle na trochę wyższy pagórek, zobaczyłem człowieka schylonego wpół i biegnącego wąwozem tak szybko, jak tylko na to pozwalała niewygodna pozycja. Wypłoszyłem jednego ze szpiegów z zasadzki. Jak tylko go zobaczyłem, zacząłem wołać na niego po włosku i angielsku. A on, ujrzawszy się odkrytym63, wyskoczył z wąwozu, wyprostował się i pędem strzały znikł w lesie.
Nie było po co go ścigać. Dowiedziałem się więc, że jesteśmy szpiegowani i oblegani w pawilonie. Wróciłem tą samą drogą do Northmoura, który stał przy skrzynce. Zauważyłem, że był bledszy niż przedtem i że głos jego drżał trochę.
— Czy nie widziałeś jego twarzy? — zapytał.
— Był odwrócony ode mnie — odparłem.
— Frank, idźmy do domu. Nie jestem tchórzem, ale nie mogę tego dłużej wytrzymać — szepnął.
Było cicho i słonecznie dokoła, gdy wracaliśmy do domu. Nawet mewy odleciały i krążyły nad wybrzeżem i wydmami. Ale ta pustka przerażała mnie bardziej od całego pułku pod bronią. Dopiero gdy zabarykadowaliśmy drzwi za sobą, odetchnąłem z ulgą. Spojrzeliśmy na siebie poważnie. Każdy z nas w duchu robił sobie uwagi nad bladością i zmieszaniem drugiego.
— Masz rację — rzekłem — wszystko przepadło. Podajmy sobie dłonie po raz ostatni.
— Tak — odpowiedział — podam ci dłoń, bo zaiste nic tutaj nie knuję. Ale pamiętaj, jeżeli jakiś niemożliwy wypadek pozwoli nam wyrwać się z rąk tych bandytów, to prawem czy lewem postaram się ubiec ciebie.
— Och — odparłem — nudzisz mnie.
Uraziło go to i szedł w milczeniu ku schodom; nagle zatrzymał się na pierwszym stopniu.