Przez cały czas Alan mnie nie opuszczał, chociaż nieraz nalegałem na niego, boć doprawdy jego upór co do pozostania w tym domu był częstym przedmiotem kłótni z kilkoma przyjaciółmi, dopuszczonymi do tajemnicy. W dzień krył się on w skalnej pieczarze pod małym laskiem; nocą zaś, gdy wybrzeże było puste, zachodził do domu, by mnie odwiedzić. Nie potrzebuję mówić, czym był zadowolony z jego widoku; pani Maclarenowa, nasza gospodyni, rada była nieba przychylić takiemu gościowi, ponieważ zaś Dunkan Dhu (takie było miano naszego gospodarza) miał w domu dwie kobzy i był wielkim miłośnikiem muzyki, przeto czas, gdym przychodził do zdrowia, był mi prawdziwym weselem, a zamienianie nocy w dzień weszło u nas w obyczaj.

Żołnierze zostawiali nas w spokoju, choć raz oddział złożony z dwóch kompanii i garstka dragonów przechodził nieopodal w zagłębiu doliny; mogłem ich widzieć przez okno, leżąc w łóżku. Co dziwniejsza, nie pojawił się w pobliżu żaden urzędnik i nikt nie zadawał mi pytań, skąd przybywam lub dokąd idę, tak iż w owym czasie byłem wolny od wszelkich śledztw i badań, jak gdybym znajdował się w pustkowiu. Jednakże, zanim pożegnałem te strony, obecność moja była już wiadoma wszystkim mieszkańcom Balquhidderu i przyległych włości, jako że wielu ludzi przychodziło w odwiedziny na przyzbę domu, ci zaś (wedle tamecznego obyczaju) rozgłaszali wieść wśród sąsiadów. W sam raz i tutaj wydrukowano właśnie wyroki. Jeden z nich był przybity prawie że w nogach mego łóżka, tak iż mogłem odczytać mój niezbyt pochlebny rysopis oraz — uwydatnioną większymi literami — wysokość nagrody pieniężnej, wyznaczonej na mą głowę. Dunkan Dhu i inni, którzy wiedzieli, żem tu przybył w towarzystwie Alana, pewno nieraz pomiędzy sobą rozmawiali o tym, ktom ja zacz283, a wielu innych też pewnie snuło jakie takie domysły. Chociaż bowiem zmieniłem odzież, nie potrafiłem jednak odmienić wieku, ani też rysów, a chłopcy z Nizin nie tak znów często zaglądali w te okolice, zwłaszcza w owym czasie — tak iż łatwo było im skojarzyć jedną rzecz z drugą i utożsamić mnie z onym284 wywołańcem285. Inni ludzie zwierzają się z tajemnicy zaledwie dwóm lub trzem bliskim przyjaciołom, a i tak ona, tak czy owak, na jaw wyjdzie; natomiast u tych współplemieńców można tajemnicę opowiedzieć całej okolicy, a ona dotrzyma jej przez wiek cały.

Zdarzyła się tu jedyna rzecz godna opowieści; była to wizyta, jaką mi złożył Robin Oig, jeden z synów słynnego Rob Roya. Szukano go na wszystkie strony pod zarzutem, iż porwał młodą kobietę z Balfrou i, jak utrzymywano, przemocą wziął ją za żonę; mimo to chadzał on wokoło Balquhidderu, jak pan jaki możny, ufając swej przebiegłości. On to zastrzelił Jakuba Maclarena, chodzącego za pługiem — skąd wyrosła waśń nigdy nieukojona; mimo to wchodził do domu swych śmiertelnych wrogów, tak jak wędrowny przekupień wchodzi do publicznej gospody.

Dunkan zdążył szepnąć mi, kto to zacz, i spojrzeliśmy z zakłopotaniem po sobie. Trzeba wiedzieć, iż było to już przed godziną, o której spodziewaliśmy się nadejścia Alana; nie zanosiło się na to, by ci dwaj mieli dojść ze sobą do zgody, jeżelibyśmy zaś posłali Alanowi zawiadomienie lub starali się dać mu jakiś znak, niewątpliwie wzbudziłoby to podejrzenie w człowieku tak tajemniczym jak Macgregor.

Wchodząc, okazywał po sobie wielką uprzejmość, ale przypominającą człowieka z gminu; zdjął magierkę286 przed panią Maclarenową, ale nakrył znów głowę, przemawiając do Dunkana; przedstawiwszy się tym sposobem (jak mu się pewnie zdawało) we właściwym świetle, podszedł do mego łoża i oddał mi ukłon.

— Uwiadomiono mnie, mości panie — ozwał się — że nazwisko wasze jest Balfour.

— Nazywam się Dawid Balfour — odrzekłem — jestem do usług waćpana.

— Powiedziałbym waszmości moje miano — mówił przybysz — ale ostatnimi czasy zostało ono nieco zszargane; może wystarczy, gdy powiem waćpanu, że jestem rodzonym bratem Jakuba More Drummonda lub Macgregora, którego imię pewno nie jest nieznane uszom waćpana.

— Nie, panie łaskawy — rzekłem nieco zaniepokojony — tak samo i miano pańskiego ojca, Macgregora Campbella.

To mówiąc, siadłem na łóżku i ukłoniłem mu się, bom myślał, że najlepiej postępować z nim grzecznie, w razie gdyby zechciał się szczycić, że za ojca miał banitę. On odwzajemnił mi się ukłonem i prawił dalej.