— Pan Mitchel wpadł na ten pomysł, twierdząc że rozbójnicy będą wyglądali lepiej, niż nudne domina, plączące się pośród orjentalów.
— Dobrze, Mr. Rawlston! Tedy detektyw przybierze tym razem postać rozbójnika.
— Mr. Barnes, proszę przybyć wcześnie, byś był ubrany, zanim zaczną napływać goście. Na wypadek, gdyby panu wypadło mi coś powiedzieć, zawiadamiam, że będę odgrywał rolę sułtana.
Barnes odszedł bardzo zadowolony z wyniku wizyty, gdyż dowiedział się niejednego. Mitchel zamówił czterdzieści jednakich kostjumów dla czterdziestu osób. Jeśli miał w tem jakiś zamiar, dobrze będzie jeśli wśród nich znajdzie się detektyw. Było to dlań tem ważniejsze, że poznawszy już w całej pełni chytrość Mitchela, nie wątpił niemal, iż tenże wie o jego kostjumie Aladyna. Tedy nieobecność jego musiała stropić spiskowców. Detektyw nabrał bowiem przekonania, iż w rzeczach planowanych na ten wieczór wziąć miała większa ilość osób.
Około dziewiątej jęły zajeżdżać maski pod dom Mr. Van Rawlstona, który włożył frak dla przyjęcia gości, przybranych w długie, czarne płaszcze, zakrywające kostjumy. Przybyły wcześnie Barnes, w kostjumie rozbójnika, stał w przedsionku, gdzie mógł badać twarze gości, zdejmujących wobec gospodarza na chwilę maski. Pośród pierwszych byli Remsenowie w towarzystwie Randolpha, a zaraz potem przybył Thauret i podał Van Rawlstonowi list. Po przeczytaniu uścisnął gospodarz serdecznie dłoń gościa, ale nagle twarz jego przybrała wyraz niedowierzania i spojrzał na Barnesa, który jednak odwrócił się, nie bacząc na to nieme pytanie. Thauret był mu nieznany osobiście i wspomniał ostrzeżenie detektywa. Jął podejrzywać, że list może być podrobiony. Barnes obawiał się, że da temu wyraz w słowach i wszystko popsuje. To też było dlań wielką ulgą, gdy Miss Remsen podeszła do Thaureta.
— Cóż słychać z panem Mr. Thauret? — rzekła. — Rada jestem żeś się pan zdecydował przybyć. Mr. Van Rawlston, Mr. Thauret jest przyjacielem mego narzeczonego.
To uspokoiło w pełni gospodarza.
Thauret był bez kostjumu, ale miał w ręku małą torebkę i został wprowadzony przez służącego do garderoby męskiej. Nie chcąc budzić podejrzenia, nie udał się tam za nim Barnes, ale stanął blisko drzwi. Niedługo wyszedł mężczyzna przebrany za Ali Babę, a detektyw ruszył za nim.
Komnaty urządzone były z przepychem orjentalnym. Salon główny przedstawiał wnętrze pałacu sułtańskiego, mniejszy salonik przemieniono w jaskinię Aladyna i urządzono odpowiednio.
Zanim jeszcze zebrali się wszyscy goście rozpoczęto tańce, a Barnes, mając ciągle Ali Babę na oku, włóczył się pomiędzy parami. W chwili gdy wszedł sułtan z Szecherezadą, podszedł do nich zaraz Ali Baba i jął z nią tańczyć. Stojąc w kącie, wodził spojrzeniem za tą parą, gdy nagle uczuł dotknięcie i ujrzał przed sobą człowieka, jak on ubranego.