— Wszystko, co było uczestnikiem dziejów, co cywilizacji świadkiem być mogło, ku czemu nadzieja i wiara się zrywa, na czym ślad jeszcze przeszłości półżywej po dziś dzień spoczywa, on kolekcjoner-potentat-miliarder skupuje, zabiera, ludzkości wydziera, z życia wycofuje i na dziubasy530 i na steamery531 gwałtownie ładuje, po czym cichaczem, pośpiesznie wywozi do mauzoleum umarłej historii, do skrytki przekornej, Oceanu złością niezłomnie chronionej...

— Dlaczego? Po co?

— Nazwa sama mówi: „Forgotten isle”532, „L’ile d’oubli”533 . Aby nic nie było, aby próżnia była. Precz z wszelką pamięcią o całej przeszłości. Dzisiejsi ludzie wyparli się związku z myśleniem swoim i myśl zadeptali tępymi butami, zapluli gębami. W naśladownictwie pustoty ugrzęźli i żyć im ciężko. Więc o odrodzeniu nieustannie prawią i w księżycowe noce swej niedoli do twórczości wyją. Havemeyer pragnie, by z niczym zostali, nic nie wspominali i aby z niczego, bez żadnej pomocy swój trud poczynali. Chce ich upokorzyć, do muru przyprzeć. On wie, że nie mogą i że nie potrafią, on chce ich zgubić! Yetmeyer dopomóc zamierza niezdarnym przez nawiązanie ciągłości dziejowej, przez wspomnień olbrzymów sromotne najazdy, przez uświęcenie każdej myśli własnej i czujnej mądrości panowanie czułe. Yetmeyer nie kopie masowego grobu całej ludzkości. On tylko jednostki oporne a możne w ich własną matnię wikła i wciąga...

— Orgaza także!

— Płochego aktora, który swej roli nie dopełni godnie.

— A-to-tso święty, A-to-tso nabożny, pułapkę pochwala, sidła nastawione na bezbronnego, nieprzeczuwającego okrutnej grozy i marnego końca w paradnej zabawie!

— A-to-tso rozumie człowieka aż nadto, dzięki czemu nawet od dłuższego czasu bardzo licho trawi. A-to-tso pojmuje, że rozum w człowieku osiada wówczas, gdy go coś przeraża. A-to-tso panience dobitnie przedkłada, że lepsza utrata buntownika myśli, podstępna, szkaradna, aniżeli pogrom mrowia niewiniątek zabłąkanych w słowie, niewiedzą steranych. Zapytuję ciebie, piękna Ewarysto, który z miliarderów jest bardziej zbliżony ludzkiemu sercu i tuziemskiej doli?...

— Czczyca534 mnie bierze od przewlekłej sprzeczki. Będę się starała pogodzić ich obu. Mój taniec weselny już opracowuję. Będzie arcydzielny, zalotny, wymowny i wszystkich przekona. Przez Havemeyera dojdę do Orgaza.

— Radziłbym odwrotnie. Miłość nie jest po to, by przy jej pomocy życie porządkować. Pamiętaj namiętnie, że pantomimy prawdziwy małżonek musi „coś” kochać, ale nigdy „kogoś”!

— Już jestem w pogoni za mojem szczęściem, nijak mi zatrzymać marzeń zapędzonych...