— Oby kolekcjoner ciebie nie pokochał, bo zaraz mu będziesz to „coś” czy „ten problem”, a wówczas wcielona zostaniesz do zbiorów i jako okaz bezcennej przeszłości najbliższym parowcem odjedziesz na wyspę wieczystych zapomnień.
— Staruszku mam dosyć. Jesteś nader zacny. Wiem, że mnie wyzwolisz od lodozwałów ziębicy palącej. Wyspę wytropisz, zbiory ludziom oddasz. Nie jesteś młody, ale za to grzmotny535.
— Dzisiejszej nocy jeszcze mnie wspomnisz!
Krokodyl połknął kasę ogniotrwałą, czyli pierwszy cud bramina-popsuja
Ogłuszający łomot się rozlega. Domostwem targnął. Suchy trzask drzewa. Zwalonych ciężarów zająkane echa. Rumowiska lecą, gruzy seplenią. Pchnięcie powietrza krużganek rozdyma. Wyskoczyły odrzwia z masywnych zawiasów. Za kark Ewarystę ramię gwałtu chwyta i do buduaru nieprzytomną rzuca. Szczękają lustra i żyrandole. A-to-tso Omara za ogon chwyta, by unieść go z sobą, ale książę drapie. Wymknął się susem i pod szezlong536 wpada. Biedna Ewarysta na wpół ogłuszona ledwie że oddycha.
W sieni i na schodach zgiełk, popłoch i lament. Jacinto z Chińczykiem wypraszają ludzi, uspokajając, że drobny wypadek. Pod zbytnim ciężarem żelaznej kasy w Yetmeyerowskiej prywatnej pracowni czasem nadwątlona, a przy odnawianiu niewymieniona, runęła podłoga.
Nieznaczna szkoda. Lekkomyślny panicz ten budowniczy. Mogą dziennikarze, ta wszędobylska, nachalna hołota, wpaść lada chwila. Zlokalizować skandal, katastrofę!
Gdzie sadhus, gdzie bramin? On w swojej zakrystii, tuż przy pokojach gościnnych schowanej, stoi obwieszony kilometrowymi niemal łańcuchami, nadto obciążony trzydziestu pudami537 ważek ze stali; odmawia różaniec filuternymi wielkouchami, zupełnie nagi, postrzępioną flagę jęzora wywiesił i jak dławiduda538zajęty jest szczerze pokątnym wzdychaniem.
Przedsionkiem służba rozplotkowana dźwiga Praksedę i tymczasowo w saloniku białym panny Ewarysty na kozetce składa zranioną, omdlałą. Złamała obojczyk, ma wargi rozcięte. Trudno żądać zeznań, przynajmniej w tej chwili. Fakt pozostaje niezaprzeczony, że to ona właśnie w pracowni była zbawcy Dawida i wywołała niewyjaśnionym, jak dotąd, sposobem ów straszny wypadek.
Yetmeyer dowodzi ratunkową akcją. Swój sztab generalny z A-to-tso na czele koło siebie skupił, dancingowego inżyniera wezwał i dwóch mechaników. Na klucz się zamknęli w miejscu wydarzenia, straż ustawili pod obojgiem drzwiami i coś majstrują, świdrują, śrubują, piłują, heblują, rozmawiając szeptem.