— Osiągniesz, co chciałeś. Jeszcze przed weselem posiądziesz dziewczynę.
— Pożądań nie skrywam. Lecz skądże ta pewność?
— Powiem jeszcze więcej: dzisiaj o północy pod drzwi sypialni (numer jedenasty) cichaczem podejdziesz. Zażądasz Omara. Ona cię wpuści. Od ciebie zależy, czy równocześnie przyhołubić zechce. W każdym razie radzę po porozumieniu na podarek ślubny wyznaczyć kota. Wspólna własność mota.
— Miałżebym się rozstać z ulubionym księciem?
— Skądże? Niekoniecznie. Ewarysta z księciem mogą we dwoje pozostać przy tobie.
— Waszeć jako trzeci. Coraz to nowe odkrywam zalety w świętości sadhuskiej: zdolność stręczycielską, jako kwiat naczelny w ogromnym bukiecie innych przymiotów.
Na zamrożonym cyplu konstrukcji zapomnienia
— Sahibie! Ponawiam skromne upomnienie: konstrukcja, konstrukcja! Yetmeyer ma rację, że bez niej nie warto, choćby mimochodem, pomyśleć o dziele. Pan sam przyznaje konieczność skuwania pomysłu w pomysł, zanim się przystąpi do wykonania powziętych zamiarów. Trzy są działania najściślej spętane szkieletem konstrukcji: technika, szpiegostwo i sztuka. Technika dotąd przeważnie sama swoją drogą zdąża, sztuka jest najczęściej z techniką zbratana, szpiegostwo w trójkącie z techniką i sztuką żywot swój wiedzie. Poza tym uważam, że jeżeli ma czym osiągnąć można pewne wyrównanie, a w konsekwencji i pojednanie, dwóch waszych systemów, twego i zbawcy, to przede wszystkim na samej konstrukcji, jako podstawie nowoczesnego, wszelkiego myślenia. Otwarcie wyznaję, że do zgody zmierzam, do zaprzyjaźnienia dzielnych przeciwników. Poprzednio jednak zbyteczne wyrostki konstrukcji usuwam, zwłaszcza niezdarne i w zapalnym stanie, a przez to groźne. Od ciebie, sahibie, pobieram zapłatę, hojną i dostojną, więc tobie zachcianki przeważnie ułatwiam lub perswaduję rozkosznie, jedwabnie. Yetmejerowi zaś bezinteresownie, czyli za darmo, pomysły jego przerysowane lub niedociągnięte jak najchętniej psuję. Dancingu władca pochopnie oświadcza: kolekcjonera myślowo trenuję, by mógł być Orgazem z właściwym wyrazem, za co w nagrodę przecudną dziewczynę na własność poślubi. A ja zaraz z miejsca odwracam program i konstruuję: Wyraz (na ludzkiej twarzy) jest albo wspomnieniem rozkoszy doznanej, wesołej czy chmurnej, ale już odległej, a wobec tego aktem oczyszczenia i wygładzenia wszelkiej niepewności, albo spodziewaniem uczucia pełni czyli nabrzmieniem żądzą przyszłości, nadzieją własności, której szukamy zawsze poza sobą, na otoczeniu, a więc procesem podpatrywania i zachwaszczania sąsiedzkiej miedzy, którą zagarniamy szczęściem spanoszeni. Od tych wyrazów skrajnie przeciwnych: uduchowienia i drapieżności, istnieją tylko rozliczne odmiany, kilka subtelnych, bardzo wiele chamskich i mnóstwo nijakich.
— Pozwól, że przerwę. Otóż według ciebie w uroczystym ślubie, czyli w pantomimie, obliczem wyrażam nic mniej i nic więcej, jak tylko wspomnienie rozkoszy miłosnej, niewymuszonej, nieopieczętowanej aktem poślubienia, pierwotnej, bezwzględnej?
— Bezsprzecznie, sahibie. Przez Ewarystę i tylko dla niej zostajesz Orgazem. Nagrodę bierzesz sam sobie dla siebie, zanim dokonasz, co ci przypisano i na co się godzisz. Nie Ewarysta nagrodą za wyraz, lecz wyraz nagrodą za Ewarystę. Miłość zmysłowa nie przeczy świętości. Z miłości tylko świętość się rodzi i tylko po świętość miłość uporczywa idzie do ołtarza. Świętość miłowania jest sama w sobie skłonna do cudów i do promieniowania na niedolę ludzką. Na tym polega Wesele Orgaza, do czego zdąża również Yetmeyer, lecz nici pomysłu swego poplątał, zamoralizował po to jedynie, by pana złamać.