— On chce mnie zabić!

— On chce mieć Orgaza, chce świętość z człowieka na zewnątrz wydobyć. Czego myśleniem swoim nie osiągnie, będzie usiłował wymuszeniem zdobyć.

— Camera obscura dla mnie przeznaczona.

— Okrutne tortury. Ale we dwoje obronimy pana.

— Kto drugi?

— Oblubienica w czas uszczęśliwiona. Proszę nie marudzić dzisiejszej nocy. Zresztą dziewica bardzo się podoba. Coś niecoś wiem o tym. Pozory zachować, z niczym się nie zdradzać. Balet studiować. Obraz el Greca nadal pilnie badać.

— Z rozkoszą rosnącą co dzień się wgapiam w kompozycję zacną i myślę nad tym, jakby to urządzić, by móc malowidło na własność nabyć.

— Wykluczone kupno. Natomiast nietrudno będzie obrabować kościelny ołtarz i skarb z sobą uwieść. Trzeba jednak przed tym być pewnym schroniska na naszej wyspie.

— Muszę ci oznajmić, że hrabia Majcherek, ten przeklęty Polak, Dawida najemnik, w Paryżu, jak może, dokucza, psoci. Szyfrowa depesza z przedwczoraj ostrzega, że dzięki zabiegom narwanego Piosia francuski minister spraw zagranicznych założył protest przeciwko umowie międzynarodowej z delegatem moim odnośnie do kraju Franciszka Józefa.

— Manifestacja antyalbiońska. Mogą protestować. Trzeba wyrugować nas przedtem z wysepki, by protest nie spłowiał. Tymczasem nie łatwo wyprawę szykować w krainę nocy bez aparatów rozgrzewających, których tajemnicy nikt dotąd nie poznał i przy zachowaniu dalszej ostrożności chyba nie pozna. Na zapomnienia śnieżystej odludni już wszystko gotowe. Połowa zbiorów niemal za dni kilka lub może nawet w niewielu godzinach przybędzie na miejsce i zawieszona czy rozłożona zostanie paradnie w „Pałacu lodowym”. Wyspa uzbrojona i okolona ratowniczym pasem min srogich, wyrodnych. Jak stado rekinów u wjazdu do portu z peryskopów mruga ku nieproszonym, ciekawym przybyszom łodzi podwodnych zaczepna flotylla. A aluminiowe jastrzębie i wrony, słynne brzegówki i albatrosy (do samych transportów służą ostatnie) umieją ponosić metalowym skrzydłem we mgły i w zadymkę, pod słońce i w nocy, i spluwać potrafią żagwiami granatów i bruić541 pod siebie zatrutymi bomby... A kolumbryny542 dalekonośne, co kartaczami swego celu dopną w linii powietrznej na sześćset mil pełnych? A wyżywienia możność na miejscu, bez cudzej pomocy, bez żadnych dostaw? Te smakowite przeróbki mięsne z cielska psów morskich? Tych tysiąc włók543 zboża sianego na ziemi zwożonej z Egiptu, zagrzanej powietrzem czule zgęszczonym pod szklanym dachem? Mam nadto wspominać tę wierną załogę, której szczęście dałeś nieprzebywania w unarodowionych pięciu częściach świata, którą z obroży krwawej wyrwałeś rozbeszczelnionych praw i aksjomatów? Z dyplomatycznych drwię sobie gestów, gdym pożywiony i uzbrojony. Rzecz najważniejsza, by się nie spostrzegli, do czego zmierzasz i co masz w głowie, lub gdy donosy braci patriotów staną się natrętne, by ci nie dowiedli, że wiedzę o tobie zupełnie posiedli. Tylko po kryjomu można coś stworzyć, tylko podstępem można u drugich twórczość wymusić.