— Spółkę proponujesz i zamknięcie sporu?
— Ale po kongresie i po zabezpieczeniu Orgazowej doli.
— Sądziłem zawsze, że me przekonania służą do obrony przed myślowym gwałtem i zabezpieczają przed wycofywaniem samotnych poglądów. Dziś omyłkę widzę i czuję wyraźnie, że przekonania są celem napaści, w stosunku do których jesteśmy bezbronni. Musimy się godzić na ciała męczarnie, czyli niezdarną ponosić ofiarę, albo ochłapy konstrukcji twórczej na gromadną pastwę wyrzucać figlarnie, kierować się sprytem, ocalać istnienie w zbytecznej przyjaźni, zarabiać w kartelach na pozór pokrewnych i mamić myśl własną dywidendą znaczną. W życia powierzchnię nie może dziś wrosnąć głębokim korzeniem żadna konstrukcja ciężarna twórczym, samotniczym żartem. Wnet się załamuje. Myślowa twórczość w znaku wiekuistym przestaje powoli być dla mnie zabawną. Nie chce mi się walczyć. Spróbuję jeszcze kongresowych swarów, po czym bezzwłocznie powrócę przykładnie do gildii kupieckiej, gdzie wszystko tak samo bezsprzecznie trywialne.
— Wszystko na jednym spoczywa poziomie, a twórcza zabawa wymaga wywyższeń postawy własnej, nadmiernych, sztucznych, powiem, że wariackich. Chodzenie na szczudłach, pewne, zawadiackie, jest umiejętnością ściśle podstawową maskarady twórczej. Kto się raz potknie i zejdzie na ziemię, ten dostaje czkawki, albowiem niestrawną po wszystkie czasy jest względności nuda.
— Nie tylko dla mnie tropisz poza mną, ale już we mnie przede mną odważnie. Chcesz kompromitacji? Ja hrabia Orgaz, vulgo544 Havemeyer, tylko jako kupiec, bez konstrukcji żadnej, chciwy zysków łowca, z aportem wyspy zapomnienia pełnej, przystąpić miałbym do spółki akcyjnej, którą Yetmeyer około dancingu przedśmiertnego złoży?
— Opuściłeś szczudła, nie dotknąwszy ziemi. Słucham deklaracji jako wyrazu zakłopotania właściwego wszystkim, którzy mimo wieku już dojrzałego nie zdołali jeszcze przyswoić sobie równowagi chodu. Każda zmiana rytmu w kroczeniu po świecie, często nieodzowna, jest trudna i żmudna.
— Mam wielką ochotę na popełnienie wzorowego świństwa. Dziś, zaraz, stąd z miejsca, umknąć na mą wyspę.
— I tam Yetmeyer dziś ciebie odnajdzie, zmuszając sromotnie do rozegrania nieskończonej partii. Przejąłem dowody, że wpadli na ślady naszego transportu. Nie można dopuścić, by się przedostali na samą wyspę. Za chwilę wyruszam w daleką podróż, by szlachetne plany pokrzyżować zgrabnie.
— Gracz z ciebie namiętny. Możesz moim jachtem urządzić pościg.
— Zdołali go popsuć przez najmitów swoich i pod pozorem naprawy gruntownej zawlekli okręt do bremeńskich doków.