— Znów polityczna nikczemna intryga, tym razem już Niemcy wchodzą na widownię.
— Od Niemców weźmiemy dla naszego celu lokomocję lepszą, o wiele sprawniejszą. Yetmeyer zakupił w warsztatach Gamzkopfa (pod Duesseldorfem stała ich siedziba) niezwykłej konstrukcji lotniczy aparat, który bez wytchnienia szybuje w powietrzu pełne trzy doby, udźwignąć zdoła dziesięcioro osób i mknie z chyżością: tysiąc kilometrów w jednej godzinie. Miano latawca brzmi „Olw”, czyli „Uhu”. Tym samolotem puszcza się Chińczyk zaufany zbawcy i kilku wiernych z kliki Yetmeyera. Ja się wynająłem u nich za pilota. Zabieram ze sobą jeden z ogrzewaczy starczący545 na miesiąc, zaś mgieł rozpruwaczy wezmę nawet sporo. Gołębie pocztowe ukryję w kieszeni. Pokażę szpiclom właściwą drogę, lecz oni pomarzną, więc trutniów wysadzę z litości po drodze. Sam porwę papieża, na wyspę zawiozę i tam go zostawię pod silnym dozorem. Tu bruździłby dalej, tam na coś się przyda. Powrócę pojutrze. Panu nic nie grozi, przynajmniej na razie. Na Ewarystę należy nacierać ostrożnie, łagodnie, ale stanowczo. Po raz trzeci pieję głosem uroczystym: Sahibie, konstrukcja! Konstrukcji własnej pozostań wierny! Na chwilę nawet jej się nie wypieraj. Inaczej zguba — tobie i nam wszystkim! Odjeżdżam o ósmej. Czas mi się przebierać. Pana mego żegnam.
— Czy aby tylko aparat jest pewny?
— Najpewniejszy w świecie. Już go próbowałem niezliczone razy. Gdy na morze spadnie jako motorówka lub jako żaglowiec, dzielnie fale pruje. I w łódź podwodną zgrabnie się przemienia. Również i po śniegu, jak kute załubnie546, rączo pomyka. Zapas benzyny na tydzień wystarczy. Masz jakie zlecenia?
— Zabierz z sobą proszę kogoś mi bliskiego.
— W ostatniej chwili? Ktoż jest tym posłańcem?
— Skazańcem raczej... jest kardynał Nino.
— Uszom mym nie wierzę! Czy wolno zapytać, co znaczy rozstanie z tym okularnikiem?
— Będę spokojniejszy, jeśli inkwizytor na stałe zamieszka w „Pałacu lodowym”.
— Zwracam uwagę, że obu najbliższych i nieodłącznych przyjaciół usuwasz. Odchodzą w odstawkę: Omar i kardynał!