— Na takie wezwanie w całej mej ozdobie zjawiam się przed panią!

Drzwi nieznośny kwikot, zatrzasku chlaśnięcie, zadudnienie kroków na puchach dywanu.

Wyniosły, dostojny, w nieskalanym fraku, mądrze zawstydzony, głupio uśmiechnięty Havemeyer-Orgaz.

Na taboretach spiętrzonych z poduszek, okrągłych, wywrotnych przykładnie usiedli. Ćmią papierosy.

— No, i co będzie?

— Czekam, co mi pani powiedzieć może.

— Na żadne wyznanie nie zbiera się jakoś.

— Szczęśliwy jestem, że z urodą pani mam dzisiaj spotkanie pierwsze, utajone i przez to święte.

— Oczekuję męża, hrabiego Orgaza. Termin weseliska ustalić mamy.

— Oficjalny termin Yetmeyer wyznaczy.