— Nie doznał pan nigdy?

— Przed laty pięcioma po raz ostatni. Kanadyjka wątła i rudowłosa. Przeżyliśmy miesiąc. Wciąż powtarzała do uszu mi słowa, od których febra trzęsła mną namiętna. A potem od niej i przez nią tylko zapadłem na zdrowiu i przyszła choroba potworna, zabójcza. Ledwo wyrwałem się z jej twardych szponów. Odtąd me oczy nie spoczęły jeszcze z pożądliwością na karku niewieścim. Zapomniałem pieszczot tajemnicę słodką.

— Dobrze mi świadczy o panu ta szczerość, z jaką wyznaje przede mną chorobę.

— Dziś najzupełniej już uzdrowiony. Zaznaczyłem po to, by siebie wyjaśnić, sporo moich dziwactw.

— Noc z tobą dziś spędzę, aby się przekonać, czy obok ciebie wygodnie jest kroczyć w życia natłoku i czy spokojnie można odszukiwać ślady twych pochodów w krajach niezbadanych. Od ciebie samego w pieszczotach się dowiem, czy do pantomimy jesteś tematem, który mam przechować po wykonanie tańca trzech uśmiechów, czy też czymś więcej, więc conde Orgazem, który życia pełnię w tańcu okazuje, przez taniec wesele do śmierci stosuje i z śmierci ponurą chęć życia wypruwa.

— O sąd łagodny z góry muszę prosić, bo wyszedłem z wprawy przez postój zbyt długi w rezygnacji schludnej, kobiet pozbawionej. Ponadto podwójnie skłonny się czuję, by w każdej miłostce sensu poszukiwać, który kobietę mógłby ze mną łączyć poza wszelkim zyskiem, chwilową wygodą albo też atutem pseudotowarzyskim. Na siebie samego zaczynam polować, by raz się dowiedzieć, kto właściwie jestem, i zwierzynę moją przede wszystkim tropię w dżunglach erotycznych.

— Uwodzicielskie i nadymane prakomunały. Jak więc chcesz zaczynać?

— Całować, całować...

Pada na kolana, jej stopy zagarnia w dłonie zamarzone, po łydkach jedwabnych wargami się ślizga, a ona palcami bronuje fryzurę bliskiego kochanka w próżnię wpatrzona, cokolwiek wzruszona. Nagle suknią targnął i dżety poszarpał. Spadają paciorki na parkiet błyszczący, bezładnie, spokojnie, jak krople deszczu z liści zasłoconych na żwir parkowy... głuche, zamyślone... Trwożnie nadsłuchują. Twarz między kolana wetknął natarczywie i uda całuje.

— Ostrożnie, przezornie, bieliznę mi podrzesz...