— Ciała kaszmirowi „ninon” niepotrzebną konkurencję robi.
— Pozwól! Niewygodnie...
— Proszę, powiedz: kocham!
— Nigdy!
— A ja potrzebuję raz usłyszeć słowo, którego treści dotąd nie zbadałem.
— Codziennie próbę urządzać można, zawsze na kim innym.
— Ja pragnę na tobie. Sensu czy nonsensu przecież nie wyłowię na pierwszej lepszej drapieżnej samicy. Od ciebie chcę wiedzieć, że właśnie ja jestem tym dobrym przypadkiem, który nic wspólnego nie ma z mym istnieniem, z wartości uznanych zgiełkliwym jarmarkiem, z korzyści i zalet sztucznym światłocieniem. Ty jedna pojaśnić możesz mnie o tym, czy jestem zarzewiem wielkiej tęsknoty, jaka w tobie drzemie. Nie chcę żadnej racji ani kalkulacji, usłyszeć muszę moje przeznaczenie w rozrodczej przyrodzie, raz poznać pragnę prostacze wesele, gdy żywioł się miota na swe zatracenie.
— Nic więcej nie mogę, aniżeli czynię. Jesteś mi luby, więc daję pieszczoty.
Ujęła za bródkę cudnie przystrzyżoną i na żużle oczu ziejące czernią sztolni porzuconej warg złożyła przycisk, zimny, metalowy.
— Poza Orgazem, poza miliarderem i poza wszystkim, czym jeszcze być mogę... nie możesz się kochać?