— Spałam beznamiętnie, likierem byłam całkiem odurzona.
— Ale przed spaniem?
— Piliśmy zawzięcie.
— Czy mam ci pokazać twych zębów ślady na moich lędźwiach?
— Trud byłby zbyteczny, gdyż ukąszenia są dziełem moskitów.
Krawatu nie wiąże, ogarnia go wściekłość.
— A o zasadzkach na życie moje ukartowanych przez Yetmeyera również nic nie wiesz?
Ona oczy mruży, wysunęła głowę, zacięła usta, aż porwie się wreszcie i syknie zawzięta:
— Proszę nie wrzeszczeć, bo ściągnie pan ludzi. Nigdy nikomu nie dałam się dręczyć. Od tego jestem, aby sama sobie zadawać męki!
— Powiesz natychmiast, czy przygotowują w Weselu Orgaza dla mnie śmierć podstępną? — ryczy Havemeyer zzieleniały, drżący.