— Chyba spoczniemy na cegłach wilgotnych i poczekamy, dopóki magistrat wybawczych latarni rozjarzyć nie raczy. I to ma być spacer, co hegemonię żołądka normuje i wszelkie chimery z układów nerwowych zgrabnie wysobacza! Wszak nie bawimy w afrykańskiej puszczy, by karkołomne urządzać wyprawy w wąwozy Atlasu686.

— Zaszliśmy w ustronie po wtajemniczenie i po rozrachunek.

— Gdzie całą uwagę skupiam bez ustanku, by z zakamarków tej siąpawicy687 na nas nie wyskoczył pożeracz portfelów, toledański puma, kocender688 — ladaco, bravo — gonidiabeł689.

— Lubię, gdy przystajesz na życia skrawku, na kruchym gzymsie tympanonu bytu, rozmyślając twardo: czy w tył, czy też naprzód, byle nie runąć w złowieszczą otchłań figlarnej zagadki, przezwanej śmiercią. Wówczas nabrzmiewasz Orgaza świętością.

— Pospolitym strachem. Dla tej mojej maski sposobności szukasz, by za wszelką cenę zgubę na mnie nasłać w sztucznym oświetleniu usłużnych przypadków.

— Nie, Havemeyer! Ja szukam Orgaza, którym ty jedyny możesz być mi właśnie. Stąd najcenniejsze pośród serc bijących to tętno w twej piersi. Widzę, jak z dnia na dzień ten wyraz narasta, który oblubieńca udzieli ci łaski w mojej pantomimie. Bródkę przystrzygłeś, jak twój protoplasta, i ondulujesz loki jedwabiste.

— W Santo Tome bywam i rolę studiuję. Z trenerem El Greco do nieba wstępuję, jak archanielskiej olimpiady szampion. Rycerza Orgaza poufnie namawiam, by bohaterskie maniery swoje przystosować zechciał do mych kupieckich, na wskroś nowoczesnych, a więc pospolitych arcykawałów.

Hands off690 od cynicznych, aktorskich pomiarów! W mej pantomimie nie role hoduję z efektem mieszczańskim, nie płatne nastroje erudycją wsparte, żywiołem talentu z lekka połechtane i rozbabrane w sosie popularnym. Ja przemienienie człowiecze gotuję, ocucam religie, historię wskrzeszam. Zaczynam Orgazem, a raczej Orgaza myślowym wyrazem. Nie spekuluję, lecz rozkaz szykuję na masce, na twarzy. Narzędziem jesteś naszej myśli wspólnej, Orgaza i mojej. Myśli świętobliwej, która przez śmierć tworzy, w śmierci się odradza. Krwi potrzebuję, która myśl wzbogaca i postaciuje. Napij jej się, napij z El Greca obrazu, aby dusza twoja orną glebą była, na której wiara bujnie się zakłosi691...

— Wiara?

— We własne pomyślenie. Urodzić ją możesz wyłącznie ze strachu przed śmierci skinieniem.