— Mi jefecito!709 pantomimowy i religijny! Na czele Armady710 zapewne nowej śmiałkować711 zechcesz wkrótce przeciw Anglii!

— Każdy czyni swoje i samemu sobie. O to właśnie chodzi. Gdy rezerwuary są przepełnione pracy wynikami, surowców nadmiary wnet się wymykają na walne spotkanie, a z tego zderzenia i z tej chaosu generalnej próby zazwyczaj koślawe oraz zakrwawione reguły powstają nowego ładu. Twórczym przymusom kosmicznych żywiołów nie przeciwstawisz kaprawych zażaleń ludzkiej mizeroty. Więc jeśli zderzenie i poczubienie formacji skończonych oraz wyczerpanych jest nieuniknione, to niechaj nastąpi po prostu nadzianie anglosaskich promów na spotworniałą tamę Mongołów. Niech Zachód uderzy przed Wschodu powstaniem i niech doskonałe będzie to spotkanie. Znacznie, znacznie prędzej, niźli się spodziewasz, przyjdzie katastrofa zapładniająca, a zatem błoga. Ja i mnie podobni musimy się poddać tej, co w żyłach płynie, przypieczętowanej wiekową powtórką, zupełnie swojskiej i nieuchronnej: półwyspu koncepcji. Według Ganiveta712 jest jeszcze lądowa, czyli trzecia z rzędu obok insularnej, właściwej tobie, lecz o niej kiedyś na kongresie powiem. Otóż półwyspu zwycięska postawa możliwa jedynie przez ocalanie, ciągłe prostowanie i oczyszczanie niepodległości. Pociąga za sobą produkowanie niebezpieczeństw sztucznych podczas pokoju i zaprawianie obywateli do latającej po kraju guerilli713 przy współudziale stałym rozboju. Zrozum, co ja czynię: nic mniej i nic więcej, jak tylko czujnością nachalnej konstrukcji myśl niepodległą statecznie bronię przed inwazjami zaborczych szablonów. To tradycyjne Iberyjczyka zobowiązanie.

— Teraz pojąłem, dlaczego to na mnie, miast zbroi rycerskiej hrabiego Orgaza, śmiertelnicę714 wkładasz!

— Szczyci się ma rasa, że syn jej Servet715 krwi obieg odnalazł. A krwi upuszczaczy, sławetnych, przebiegłych, mamy co niemiara. Jednego wymienię: doktora Sangredo. Jankes dziś już jestem bezwzględnie poprawny i mieszaniec wierny Stanom Zjednoczonym, ale narodowych trzymam się przekazań. W stosunku do pana okrucieństwa moje wciąż w zanadrzu chowam, choć płatasz mi figle i jesteś krnąbrny. Nie tracę nadziei, że twojej aorty rytm przyśpieszyć zdołam, że schizofrenię716 kolekcjonerską i bohaterską przez odżywianie mózgową treścią wkrótce pokonam, że rolę w Weselu przed banalnością, czysto aktorską, zgrabnie osłonię i wiarę Orgaza w myśl twórczą, własną sprowadzę do serca twego bezboleśnie, po czym dopiero w uroczystym ślubie na twarz ją wywabię.

Bohaterskości śliczne mauzoleum wystawię, urządzę, byle na czas jakiś przynajmniej raczyła pośród rupieci poleżeć spokojnie i zatłuszczoną swoją dostojność wyprowadzić chciała z każdego czynu i z każdego słowa.

— Zgadzam się potulnie. Nazwijmy inaczej: myślenia rycerskość. Była nieodzowna za Torquata Tassa717, doprowadziła do wypraw krzyżowych i dziś nam kulturę musi również wskrzesić, która po wojnie do piekieł wstąpiła. Myśl niepodległa i świętobliwa...

— Wyśmieje cię każdy, powie, żeś szołowierz718.

— Potrafię wymusić... Myśl, odskrobana spod obywatelskiej lawy frazesów, spod pedregale719, czyli spod paskudnych opinii jęzorów, ona, ona tylko zdoła w człowieku świadomość wywiercić, świadomość kosmiczną, zgoła zbyteczną wszelkim manekinom, mrówczym wiercipiętom, łataczom, partaczom i innym zbiorowych wypocin mamidłom, tysiącznym wymoczkom apetytów, chwytów, rozczuleń i zgrzytów... Kosmiczna świadomość!.. Skarbiec samotnika. Nikomu dostępny i tajemniczy, jak zwyż Kordylierów. Dłutowanie słychać... Ktoś wali, wciąż wali, młotem-błyskawicą... niemal wyuzdanie. Czuwa i wykuwa w zadumanych chmurach, w zieleni spachniałej, na stalowej fali prawdę-olbrzyma. Nie ugniecioną przez jakichś szachrajów niby to konieczność niby narodową, ale na marmur stężałą, zmądrzałą, zbryzganą potem najweselszych szaleństw, rozpłomienioną jak flor de cacao720, a wyczuloną jak noworodka z galaretki ciało... dziejową rolę.

— Uducha721 cię dławi, jeszcze się ukrztusisz...

— Niepodległość kocham, abyś o tym wiedział! Jak niewolnik żyję w ojczyźnie przybranej, wśród pobratymców tamtejszych i tutaj wszędzie szarpany, podskubywany, zewsząd obabrany tą bezmyślnością, która im służy, rozszwargotaną i chichotliwą. Morałów siklawą we mnie chlustają, plwając wokoło cuchnącym charkotem gruźliczych patosów. Na moją chwałę wszystko się obróci! Człek niespętany, nieposkromiony ekskomuniką czy karną ustawą, naganą gazety czy orderu chwałą — współżyję z epoką, którą sam kształtuję, szczwanym demokratom po prostu na przekór, zaś zadąsanej i rozbuchanej przyjaciół zgrai ku wiecznej żałobie.