Wręcza dokument europejskiej władzy, która się mozoli, by wygięte druty rozpiąć na wietrze i zbadać znaczek na rękojeści kozikiem wyryty. Podsekretarz stanu do woreczka sięga zwisającego na smagłej piersi i garść wieprzuchów963 z niej wydobywa. Gniecie jagody w dłoni kostropatej i sok granatowy gorliwie zlizuje obwisłymi wargi.

Ulicznego ładu galantom surowy zwraca parasolkę.

— To nie wystarcza! Brak fotografii!

Syjamczykowi napastliwa czkawka odbiera mowę. Stróż bezpieczeństwa przewagę zyskuje dialektyczną i bardzo się sroży.

— Ponadto uwagę zwracam ministrowi, że u nas się jada wyłącznie potrawy, które policja uznała za smaczne. Dzikie jagody nie zostały jeszcze upaństwowione w nacjonalistycznie usposobionej, prastarej Hiszpanii. Obcokrajowiec, według ustawy w juncie uchwalonej pamiętnego roku tysiąc pięćsetnego sześćdziesiątego trzeciego, dwunasty maja, liczba porządkowa sto dwadzieścia siedem, Dziennik Państwowy z dwunastego grudnia, strona piętnasta, czwarty wiersz od dołu, musi jak najściślej przepis wykonać: „Na naszym terenie wieprzuchy spożywać może swobodnie, kto skarbowi państwa za dzikie jagody uiści opłatę, a więc konsumpcyjny niezwykły podatek. Kto się wyłamuje, podlega karze, od dwóch lat do czterech, więzienia o głodzie i na zgniłej słomie oraz bez zamiany na grzywnę pieniężną, nawet w walucie wielce wartościowej”. Wobec powyższego od ekscelencji domagać się muszę, by na wieprzuchy okazał mi kwitek ostemplowany władzy podatkowej.

— Pan jest wykształcony, a ja kwitu nie mam, albowiem o prawie obowiązującym wasz dzielny naród nigdy nie słyszałem.

— Nie usprawiedliwia w niczym nikogo, gdy ktoś czegoś nie wie. Naczelnym nakazem ludów wyzwolonych jest w wieku dwudziestym bezczelna wszechwiedza, nieskrępowana analfabetyzmem czy nieświadomością. Wypływa z wszystkiego, że więc ministra muszę aresztować...

— A ja chciałem panu zaproponować, by do Syjamu raczył się udać, gdzie zrobi karierę. Natychmiast mógłby pan objąć posadę w randze ministra na królewskim dworze. Z wielkim powodzeniem tumanić potrafi pan obcych i swoich, nie pozwalając nikomu na to, by się pokusił o docieczenie, czy też przypadkiem i w jakim stopniu nie raczył zbałwanieć sam pan szanowny.

— Urzędnika w służbie starasz się przekupić oraz obrazić! Gardłem odpowiesz...

— Właśnie gardłem moim tłumaczę panu, że muszę najprędzej dobrnąć do stacji i o przejście proszę najkrótsze w tę stronę. Pora ostateczna.