Wiedza o samym sobie, wiedza: co i jak...
Czarną, marmurową sfinksa pewnością na mazowieckich wydmach się rozkłada, rubinowymi skrzydłami zachodów łopoce, mruży żółte ślepia tuczy nadwiślańskiej.
Idzie śnieżną miedzą wśród granatowych rzek Kalifornii, po grzbietach kroczy pomywaczy złota, po piargach się spuszcza w głąb naftowych studni, wiedza rozkosz, wiedza potwór. Z rozwianymi fraka połami, w poplamionych białych getrach, połyskujący łysą pałą, bezczelny... bóg-fatamorgana...
Małpiszon długoogoniasty, zwinny. W noce księżycowe hula po cejlońskiej puszczy, jak czeski akrobata po lianach się ślizga, kokosowe owoce wprost ku gwiazdom ciska. Zwiesiwszy ku ziemi trupią, wołochatą czaszkę, wyczuchrując spoza ucha pazurami parchy71, godzinami skomli, rechoce i wrzeszczy. Wiedza: obłęd i samotność!
Umknęło przed nią stworzenie wszelakie, czułe i drapieżne. Frunęły kolibry, słoń odbiegł, jaguar się spłoszył, podyrdał grzechotnik, drapnęły papużki. Sam tylko kameleon został, opuchnięte ślepki na upiór wytrzeszczył i kornie czuwa, czy aby nowych nie zauważy zawikłań komedii, czy nie nawinie się też przypadkiem jakowa łątka-ploteczka... Różowym piórkiem trzpiotowatego języczka na zwojach zgniłej paproci badawczy spisuje pamiętnik dla mędrców akademii paryskiej. Najbliższą otrzymać ma nagrodę Nobla.
W dubrownickiej przystani Adriatyk wypluł topielca. Czternastoletni chłopczyna z wzdętym, fioletowym brzuszkiem, z czarnymi gwiazdkami jadowitych muszek w oczodołach, na ustach. Jedyny rodzajnik ryb żarłoctwem nietknięty pozostał. Żydek-kuchta z wycieczkowej nawigacji pobrzeżnej. Zanim pan sędzia urzędowo rozpoznał, nieurzędowo nędza rybacka orzekła, że przybył Mojżesz, nowy Mojżesz bez kolebki. Powstała religijna sekta.
Wiedza: twórczość wszechmocna.
Tobą rządzi.
Myśl twoją zabezpiecza przed motłochu zbrodnią, myśl życia najżarliwszą zachciankę, gwiazd łakomą, niemowlęcym istnieniem brzemienną.
Z sprawiedliwością świecką nie spoufali się nigdy, w związki wejdzie pokrewne jedynie z okrucieństwem dobrym.