bez nacjonalistów mierzwy cuchnącej,

bez wściekłych zachłyśnięć socjalnych indorów...

Bez morza, bez lądu, w samym sercu słońca...

Mocarstwo szczęsne i rozbujane w naobłocznych norach.

Mocarstwo dobre, wiecznie uśmiechnięte.

Mocarstwo prawdy jutrzniami kwitnącej, a rozwalonej lubieżnie, bezwstydnie w puszystych lazurach.

No, cóż wy na to? Idzie ślinka z gęby?

A co, nie mówiłem? Powoli, powoli! Nie można tak zaraz ciskać się głową, gdy właśnie głowy teraz są potrzebne.

Jesteście potwory. Rady na to nie ma. Brzucha potwory, o które zabiegam, by je przemienić w potwory mózgowe. Każdy z was bawił w „Dancingu Przedśmiertnym”. Przeszliście gremialnie przez czyściec komnat wtajemniczających, oczyszczających mózgowe zwoje. Znacie prawa myśli, jej stacje krzyżowe, pomosty ruchome do wzlotów niechybnych, kaptury nurkowe, baterie, pęsety, filtry, peryskopy... Znacie abecadło wielkiej naszej mowy i rany umiecie zadawać bliźnim wyłącznie w tym celu, by ich okazale i wśród łez pochować lub wspaniałomyślnie miłosierdzie zgrywać, o ile ofiary są tak nieszczęśliwe, że żyją jeszcze. Wiem również o tym, że w moich łaźniach mniej więcej dokładnie wypocił z was każdy karierowiczostwa febryczną głupotę.

Jesteście gotowi do twórczych przeznaczeń i dlatego dzisiaj na wskroś was prześwietlam: