— Przypuszczałbym raczej, że to są skutki nadto poufnej, czy też poufałej rozprawy na uszko z donną Ewarystą — A-to-tso sekretarz ozięble stwierdza.
— Niewinna próba skokietowania wybuchu żywiołu, który jest obcy miliarderowi — w półśmiechu łamanym drżąca baletnica tuszuje incydent.
— Ho, ho! Nie wiedziałem, że awanturnikiem potrafi być również nasz Orgaz wytworny — prowokuje Igor.
— Przepraszam, zaiste było nader dziwne, nieokrzesane. Sam nie rozumiem, jak to się stało. Na mózg coś weszło, coś się przewidziało. Sen jakiś potworny, dławiący na jawie — sprostowanie cedzi sprawca awantury.
— Powtórny atak miłosnej furii tak bardzo przeraził, że ogarnęły mnie dziwne płomienie. Duszno, gorąco! Proszę to futro zdjąć mi teraz z ramion.
Szary, zzieleniały pobocianował1054 tuż w jej pobliże.
— Proszę odpowiedzieć, czego mam się trzymać?
— Senora, dziękuję. Mierzwę mam w głowie. Wszystko mi jedno. Widocznie naprawdę popadam w chorobę. Proszę uczynić, co pani uważa za nieodzowne i za właściwe. Będę udawał, że o niczym nie wiem. Do katastrofy wyszczerzę zęby w uśmiechu uprzejmym. Poprawność zachowam i obojętność. Jakie to straszne: ja ojcem, ja ojcem...
Wlecze się z futrem oblubienicy w sam kąt kajuty i rzuca szynszyle nieocenione na kosz z butlami, jak gdyby przeczuwał, że tam gderliwy towarzysz jego, nawet po śmierci z wyrazem zgryźliwym, zaczął odsypiać wieczysty sen dumy.
Baletmistrz zwołuje: