— Zasiadać, panowie, do nowej tury. Mnie się należy za „Trzynaście Sierot”1055, tysiąc dolarów od Havemeyera. Mogę poczekać jeszcze do jutra, a wypłatę przyjmę, jeśli dogodniej, i w angielskich funtach.

Kulisty piorun

Już w gruzach leży mur madżongowy. Tarzają się, piętrzą kamyczki schludne, z kości słoniowej. Panna Ewarysta przy radioskopie bawi się cudownie. Zwiedziła moszę prastarą w Kordobie, była u Cyganów w samej Granadzie, do Algeciras i do Tangeru nieco zaglądała, a teraz grzecznie sylabizuje od ręki rzucony, górami i morzem narysowany na ludzkiej ziemi Boski alfabet. Co trzy minuty przerywa badanie, ucząc się na pamięć znaków zaklętych, a przy sposobności tej pożądanej nosek pudruje i usteczka plami. Kolekcjoner usiadł przy samym pilocie, lufcik otworzył i płucze usta, gdyż podniebienie spuchło mu całe i pęka dotkliwie. Truchleje on na myśl, że to recydywa potwornej choroby, krwotocznej skazy, którą przed laty zdołał odepchnąć dzięki poradzie doktora Landsberga z kliniki wiedeńskiej.

Yetmeyer zjechał z siodła taboretu na powierzchnię stołu, fiszki dominowe butami skopał, pled sobie podłożył i zasiadł w kuczki. Kraciastą poszewką zamierzeń świeżych, odprasowanych powlókł oblicze. Ślicznego Piosia przyciąga za połę:

— Zrzuć, hrabio, maskę, watę usuń z uszu i przykucnij przy mnie. Zjeżdżając ku ziemi, pogadamy sobie. Port już się uśmiecha rozigranymi świecidełkami.

— Piętrzą się z oddali zwaliste bloki fortu Sebastiana.

— Pół godzinki jeszcze dzieli nas na razie od modrej, uroczej Kadyksu przystani. Proszę mi przyznać, czy to nieprzyjemnie tak bujać z nami? Zawsze, we wszystkim jest sens ukryty, ten sam, głęboki... A hrabia, nagle, jak łucznik-kłusownik, wypłasza wiary zwierzynę najgrubszą, strzelając do niej ukryty w zaroślach niecnych kaprysów, z operetkowego niemal arkebuza1056 magnackiej fumy1057.

— Rachunku za pociąg jednak nie zapłacę.

— Kazałem wyrównać, a pana zaskarżę. Urodzi się z tego zajmujący proces, co nam nie przeszkodzi, by w rzeczach istotnych móc nadal współdziałać.

— Straciłem niestety wszelkie zaufanie do zbawczych poczynań.